Zrzut suwerenny

26.09.2015

Pojawiają się coraz częściej głosy, wypowiadane przez członków światowego establishmentu bankowego, o potrzebie przemodelowania polityk dotyczących pieniądza, a zwłaszcza polityki jego kreacji i wprowadzania na rynek w postaci długu.

Lord Mervyn King, w latach 2003-2013 zasiadający w fotelu prezesa Banku Anglii, wypowiedzieł się niedawno o obecnej sytuacji w bankowości w tych słowach: "Ze wszystkich sposobów organizowania bankowości, ten, z którym mamy obecnie do czynienia, jest najgorszy". 

Słowa te odnoszą się do roli systemu bankowego w kreowaniu sinusoidowo przebiegających recesji, które destabilizują gospodarki świata, oraz do coraz wyraźniej się rysującej perspektywy globalnej deflacji, która przy obecnej polityce monetarnej wydaje się nieuchronna już w 2016 roku. 

Wielobilionowe programy wspierania sektora bankowego (QE) za pomocą wykupywania za gotówkę przez banki centralne niepewnych obligacji, będących w posiadaniu prywatnych banków, nie przyniosły spodziewanych efektów. Wprawdzie banki zyskały tą drogą olbrzymi potencjał kredytowy, jednak społeczeństwo pogrążone w długach przejawia coraz mnieszą skłonność do dalszego zadłużania się, gdyż koszty odsetek przekraczają wydolność budżetów państw, biznesu i obywateli. 

Potencjał kredytowy banków pozostaje więc niewykorzystany w sytuacji, gdy kredyt jest jedynym pieniądzem obsługującym rynek, a zapotrzebowanie na niego stale rośnie, gdyż rośnie potencjał wytwórczy gospodarek i ilość towarów i usług, które chcą znaleźć nabywców.

Efektem braku pieniądza jest zapaść lub co najwyżej stagnacja, zjawiska, za które w największym stopniu odpowiada właśnie wadliwy system bankowy, oparty wyłącznie na pieniądzu dłużnym. Gdy brakuje pieniądza, ludzie przestają kupować, a maszyny przestają się kręcić tak szybko, jak by mogły. Szacuje się, że luka produkcyjna w USA wynosi 1 bilion dolarów rocznie. O tyle więcej towarów i usług można by wyprodukować i sprzedać, gdyby system finansowy działał, jak należy.

Dlatego ekonomiści zastanawiają się, jak inaczej, niż poprzez dług, wprowadzić do obrotu brakujący pieniądz, który spowodowałby natychmiastowy wzrost gospodarczy rzędu 5-7 procent. Jest na to jeden prosty sposób - zasilić kasę państwową bezpośrednio z banku centralnego, bez pośrednictwa rynków finansowych.

Ze środowisk bankierskich podniosły się natychmiast lamenty, że są to pomysły na hiperinflację, gdyż pieniądz bezdłużny, wprowadzany na rynek poprzez inwestycje państwowe, nie będzie mógł być z rynku redukowany, jak ma to miejsce z pieniądzem kredytowym, który znika wraz ze spłatą długu.

Zwolennicy bezpośredniego zasilania kasy państwa pieniądzem emitowanym przez bank centralny wskazują jednak na alternatywne sposoby redukcji nadmiarowej emisji, a mianowicie za pomocą kasowania z obrotu dodatkowych wpływów podatkowych, wynikających z ożywienia gospodarki. 

I tak na przykład amerykański system fiskalny ściąga w postaci podatków średnio 24,3% PKB, co przy wzroście PKB o 1 bilion dolarów, wynikającym z bezpośrednego zasilenia gospodarki bezdłużnym pieniądzem, spowodowałoby zwiększenie rocznych wpływów podatkowych o 243 mld dolarów. 

Tymczasem wzrost PKB o 1 bilion dolarów, przy prędkości obrotu pieniądza w USA wynoszącej 7 (w roku 2012), wymaga zastrzyku tylko 143 mld dolarów pieniądza bezdłużnego. Z rachunku tego wynika, że całą zaaplikowaną gospodarce podaż pieniądza bezdłużnego można by ściągnąc z rynku w ciągu zaledwie 7 miesięcy i jeszcze w skarbie państwa pozostałoby dodatkowe 100 mld dolarów, wynikające z ożywienia gospodarki. Czy w tej sytuacji można w ogóle mówić o niebezpieczeństwie hiperinflacji?

Ideę bezpośredniej emisji pieniądza przez bank centralny popiera również szef Partii Pracy Wielkiej Brytanii, Jeremy Corbyn, który występuje z programem PQE (quantitative easing for people) - kierowania dodatkowych strumieni pieniądza bezdłużnego poprzez inwestycje budżetowe w mieszkania komunalne oraz infrastrukturę energetyczną, drogową i cyfrową.

Zwolennikiem zrzutów pieniędzy z helikoptera do budżetu jest też Willem Buiter, główny ekonomista Citibanku, którego opinia brzmi: "Zrzuty pieniądza z helikoptera do Chin, do strefy euro, Wielkiej Brytanii i USA, oraz restrukturyzacja długów... mogą powstrzymać, a przy natychmiastowym wdrożeniu, zapobiec recesji w następnych dwóch latach, przy braku wzrostu ryzyka większej i głębszej recesji w okresie późniejszym."

Z kolei profesor Bill Mitchell z Australii nazywa zrzuty pieniądza "finansowaniem jawnym pieniądzem" (OMF - Overt Money Financing) i zwraca uwagę na to,  że bezpośrednie finansowanie budżetu pieniądzem emitowanym przez bank centralny jest tematem tabu w środowisku finansistów, gdyż pozbawiłoby krociowych wpływów maklerów handlujących obligacjami, a także umożliwiłoby zdjęcie z rządów przygniatającego balastu długów wobec prywatnego kartelu bankowego.

Alternatywą dla zrzutów pieniądza w postaci inwestycji komunalnych i infrastrukturalnych jest jego "zrzut demokratyczny" w postaci bezwarunkowego dochodu podstawowego, wypłacanego wszystkim obywatelom jako dywidenda od nowoczesności. Bezwarunkowy dochód powinien rosnąć w cywilizowanym świecie proporcjonalnie do umaszynowienia produkcji i usług. 

Bezpośrednie zasilanie kasy państwa pieniądzem emitowanym przez bank centralny tego państwa jest w istocie przywracaniem suwerenności pieniądzu, którego emisja w przeważającej części została dziś sprywatyzowana i podporządkowana spekulacjom finansowym. 

Jedyną przeszkodą na drodze tego suwerennego procesu wydaje się być chaos, zakłócający unormowaną pracę maszyn, do którego świadomie lub podświadomie prą elity finansowe w obawie przed odebraniem im światowej dojarni i bilionowych wpływów.

Krzysztof Lewandowski