ZUS do lamusa

3.06.2010

Pora wreszcie zrewidować świętość nad świętością, jaką jest emerytura.
Rewizja polegałaby na całkowitej likwidacji pojęcia emerytury, oraz ZUSu, będącego instytucją społecznej tyranii.

Emerytura to trauma, zarówno wtedy, kiedy na nią się składamy, płacąc obowiązkowy haracz od naszych wynagrodzeń, jak i wtedy, kiedy z niej zaczynamy korzystać, przechodząc do obozu emerytów. To nie obóz a raczej getto, początek umieralni. I faktycznie, wielu ludzi rychło przypłaca stres związany z pobytem w tym getcie - życiem. Emerytura to Styks.

Po co nam ten stres, ta cezura pracownik/emeryt?

W 21 wieku każdy obywatel powinien mieć zagwarantowany PRZYCHÓD PODSTAWOWY, od narodzin do śmierci.
Czas wolny zyskałyby dzięki temu armie urzędników realizujących obecnie na obywatelach między innymi emerytalny terror.

Pora też zlikwidować renty oraz wszelkie "chorobowe" wynagrodzenia.
Kto pracuje, ten zarabia. Kto nie pracuje, ten korzysta z PRZYCHODU PODSTAWOWEGO i nie jest wynagradzany przez pracodawcę. Ile pracy, tyle płacy nieobciążonej zusem czy podatkami.

Bo i z podatkami należałoby też wreszcie skończyć. Powinno się ustalić jeden jedyny podatek obrotowy, zbierany automatycznie od firm przez instytucje bankowe, w których firmy prowadzą rachunki.

Myślę, że wszyscy przedsiębiorcy byliby szczęśliwi, gdyby pozbyli się w ten sposób uciążliwej biurokracji. Ucieszyliby się też zwolnieni urzędnicy, gdyż mieliby wolność wyboru pomiędzy dobrze opłacaną pracą a niewielkimi ale stabilnymi dochodami bez świadczenia pracy.

Poziom fiskalizmu wynosi obecnie w Polsce 24%. Myślę, że powinien on, zgodnie z trendami w najnowocześniejszych demokracjach, zdążać szybko do poziomu 33%, czyli jednej trzeciej PKB.
Należałoby jednak firmy całkowicie odciążyć ze sprawozdawczości finansowej, a obywateli fizycznych uwolnić w ogóle od podatków.

Przy obecnym PKB na poziomie 1400 mld zł, 33% oznacza wpływy 462 mld zł, co przy obecnej populacji na poziomie 38,2 mln dawałoby roczny przychód podstawowy na obywatela RP w wysokości 12 100 zł, czyli miesięczny przychód podstawowy w wysokości 1010 zł na osobę.
Czteroosobowa rodzina miałaby bez pracy 4100 zł miesięcznie przychodu, a na wolnym rynku pracy, nieobciążonym żadnymi podatkami od pracy, mogłaby zarabiać dodatkowe kwoty, stanowiące łacznie 2/3 PKB.

Myślę, że takie rozwiązanie satysfakcjonowałoby wszystkich, gdyż byłoby skokowym wzrostem wydajności polskiej maszyny biurokratycznej, a przez to źródłem znacznych oszczędności ekonomicznych na poziomie całego kraju. Ok. 50 procent ludzi zdolnych do pracy mogłoby wówczas w ogóle nie pracować, zajmując się działalnością społeczną, rodzinną czy artystyczną.

W związku z likwidacją emerytur oraz rent oraz wprowadzeniem permanentnej opieki finansowej wobec wszystkich obywateli (parasol nowoczesności), należałoby niewątpliwie rozwiązać wiele urzędów, a ludzi w nich zatrudnionych wypuścić na wolność.

Pozostałe instytucje i urzędy należałoby zmodyfikować, wzmacniając np. pozycję GUS, czy powołując System Elektronicznych Rozliczeń Firm i Obywateli.
Zaś budżet rządu powinien być tworzony z "drukowania" pieniądza inflacyjnego na poziomie 3% PKB, żeby nie wypadać za bardzo świętoszkowato na tle pozostałej Europy. Inflacja byłaby wówczas realnym miernikiem efektywności rządu.

(CCA) Krzysztof Lewandowski
Be free to copy