Wolność bez liberałów

13.04.2013

Współczesny system ekonomiczny, zwany liberalizmem, wziął swe początki od liberalizowania, czyli uwalniania, systemu bankowego od nadzoru państwowego.

Liberalizowanie ekonomii rozpoczęło się od powstania w XVII w. Banku Anglii - prywatnej instytucji, która przejęła z rąk króla funkcję tworzenia pieniądza dłużnego, reprezentowanego z początku przez pieniądz papierowy - banknot.

Obecnie pieniądz dłużny posiada reprezentację w postaci banknotów jedynie w ok. 2% transakcji, a 98% obrotu gospodarczego dokonuje się za pomocą pieniądza  elektronicznego, co jest korzystne dla producentów pieniądza dłużnego, gdyż obniża koszty działania ich przedsiębiorstw-banków.

Zauważmy, że liberalizowanie gospodarki odbywa się zawsze i wszędzie na drodze zwiększania niezależności prywatnego sektora bankowego od instytucji państwowych, czyli od wpływu szerszych grup społecznych na to, ile pieniądza wpuszcza się w obieg w określonym czasie i na jakie społeczne cele jest on przeznaczany.

Obecnie niemal niepodzielnie decyduje o tym prywatny sektor bankowy, a sposobem osiągnięcia tego monopolu władzy były hasła i praktyki liberalizmu, zmierzające do całkowitej eliminacji państwa z decyzji bankowych.

Jaki koń jest, każdy widzi. Prywatni bankierzy i finansiści kierują pieniądze dłużne, tworzone przez siebie ex nihilo, czyli przez naciśnięcie kilku klawiszy na klawiaturze komputera, do trzech sfer: państwowej, korporacyjnej i prywatnej. Celem tego pompowania pieniądza jest zadłużanie tych sfer, a zadłużenie oznacza podległość, czyli wasalstwo. 

To poprzez zadłużanie prywatny sektor bankowy sprawuje dziś nad światem rząd dusz. Tak zwane demokracje, które scedowały prerogatywę tworzenia pieniądza na "niezależne", prywatne przedsiębiorstwa bankowe, są obecnie wyłącznie zasłoną dymną, listkiem figowym dla nieograniczonej władzy kartelu bankowego.

Zadłużanie sfery państwowej odbywa się w pierwszym rzędzie poprzez zbrojenia oraz inwestycje infrastrukturalne. Duża część tych środków idzie na obronę status quo, czyli zdobytego monopolu bankowego. Monopolu tego strzeże dziś ok 10 tys. głowic jądrowych oraz siatki armii, policji i tajnych służb we wszystkich zakątkach świata.

Prywatnego monopolu bankierskiego strzeże też - raczej nieświadomie, niż premedytatywnie - globalny system korporacyjny, akceptujący a priori istniejący system prawa, w którym zaszyte sę, ujednolicone globalnie, reguły księgowania amortyzacji, która wlicza się do kalkulowanego kosztu towarów i usług, ale koszt ten nie stanowi niczyjego przychodu osobistego, więc nie ujawnia się na rynku jako popyt.

Efektem tego globalnego tricku z amortyzacją jest występowanie na rynku permanentnej luki popytowej. Luka ta powiększa się procentowo, w stosunku do PKB, wraz z unowocześnianiem produkcji, powodując narastające perturbacje i napięcia społeczne. Dzieje się tak, gdyż przyjetym powszechnie zwyczajem wypełniania tej luki jest pompowanie przez banki nowego pieniądza dłużnego i dalsze zadłużanie sektorów państwowego, korporacyjnego i prywatnego.

Jako ludzkość, poprzez ustawiczną propagandę liberalizmu, którego treścią jest rosnące wasalstwo wobec prywatnych banków, zapomnieliśmy już, że system monetarny ma służyć zaspokajaniu potrzeb ludzi, i że to potrzeby ludzi są tu celem i priorytetem, a nie sam system.

Obecny, felerny system monetarno-buchalteryjny, bazujący na służącej bankom kategorii amortyzacji, fałszujacej obraz rzeczywistości gospodarczej, sprawia, że wóz stawia się przed koniem i możliwe fizycznie do zrealizowania projekty (gdyż są wolne moce produkcyjne w postaci nowoczesnych zakładów pracujących na pół gwizdka, są surowce i ludzie wykształceni, mogący obsługiwać te zakłady, są też potencjalni konsumenci) nie są realizowane z powodów finansowych. 

Najwyższy czas, abyśmy obudzili się na elementarną wiedzę dotyczącą naszej egzystencji, będącej priorytetem przed systemem monetarnym, a także na felerność obecnego systemu finansowego i pogłebiającą się lukę popytową, którą musimy nauczyć się kompensować w sposób inny, niż przez wytężoną do absurdu pracę i akceptację rosnących długów oraz wasalskiej pozycji wobec banków.

Można to uczynić poprzez wprowadzenie - w miejsce kredytu - gwarantowanego dochodu podstawowego, wypłacanego bez związku ze świadczoną pracą. Już dziś mógłby on w Polsce wynosić 2 tys. miesięcznie na głowę każdego dorosłego obywatela, co spowodowałoby, że odżyłyby już zbudowane i przymierające brakiem zamówień, polskie zakłady produkcyjne. 

Dzięki takiemu rozwiązaniu korekcyjny zastrzyk pieniądza do poszczególnych sektorów gospodarki odbywałby się według uznania konsumentów, głosujących na kolejne inwestycje własnymi, codziennymi zakupami, a nie drogą arbitralnych decyzji menedżerów sektora bankowego, komu by tu przydzielić kredyt. Stworzyłoby to także korzystne warunki do inwestowania z oszczędności, a nie z nowego kredytu bankowego.

Jeśli tej korekty nie uczynimy, będziemy się pogrążać w rosnącym rozwarstwieniu społecznym, konfliktach, wojnach i niekończącym się kryzysie.

Tymczasem, póki świat nie zauważy, że w obecnym paradygmacie rosnąca nowoczesność produkcji wymusza rosnące zadłużenie i rosnące wasalstwo wobec banków (czytaj: ademokratycznych elit finansowych), powinniśmy się organizować oddolnie w celu zapewnienia sobie podstawowych wolności, dóbr i usług poza systemem korporacyjnym i bankowym.

Rozwiązaniem na teraz są lokalne systemy ekonomii komplementarnej, kooperatywy spożywcze i usługowe, wyrastające ze świadomości potrzeby tworzenia zrównoważonych systemów wymiany, które, jak arki, pomogą nam przetrwać potop kredytu lejącego się ze światowych centrów bankowych.

Krzysztof Lewandowski