W lustrze Egiptu

3.02.2011

Za fasadą demokracji czai się przemoc. Widać to dobitnie na przykładzie Egiptu, gdzie po zdarciu fasadowej dekoracji ujawnia się zaplecze systemu -  jego uzbrojeni po zęby obrońcy, którzy walczą o swoje stołki coraz bardziej ociekające krwią obywateli. Niedawno świadkami podobnych scen ulicznych byliśmy w Grecji. Kto następny? - chciałoby się zapytać.

Coraz ostrzej widać, że demokracja to nieadekwatny do wnętrza szyld, który ma mamić, że władzę w państwie sprawują jego obywatele. Jak ta władza wygląda w praktyce, widzimy obecnie na ulicach Kairu, Aleksandrii i innych miast zarządzanych przez demokratyczny reżim Egiptu. Widać przemoc i butę rządzących oraz ich lęk, który rośnie z każdą wystrzeloną kulą.

Wielu rzeczy jednak nie widać, bo ludzie naciskający spusty to nie ci sami ludzie, którzy podpisują kontrakty na dostawy broni. Ci nikną za zasłonami tajemnic państwowych i wojskowych i za milczeniem mediów, kto i po co finansuje te dostawy.

W błysku reporterskich fleszy nie widać tego, że za przemocą kul czai się przemoc milcząca i codzienna - ekonomiczna. To ona jest prawdziwą i dogłębną przyczyną niedoli nie tylko Egiptu, Jemenu czy Tunezji, ale całego świata.

W kolejce do systemowej rewolty, za Grecją i Egiptem ustawione są wszystkie tzw. demokracje, czyli w istocie plutokracje, rządy najbogatszych obywateli, posługujące się szyldami wolnościowymi w celu legitymizacji okrutnej władzy oprocentowanego pieniądza kredytowego.

Od wybuchu kryzysu inwestorzy dramatycznie poszukują miejsca lokowania kapitału na godziwy procent. W wyniku krachu na rynkach nieruchomości, dużo pieniędzy szukających odsetek zostało ulokowanych na giełdach produktów rolniczych, wywołując gwałtowny wzrost cen. Indeks cen żywności FAO wzrósł o 71 procent w ciągu zaledwie 15 miesięcy.

Według Petera Wahl z berlińskiej organizacji WEED, główną przyczyną wzrostu cen żywności jest spekulacja za pomocą funduszy hedgingowych i indeksowych. To dlatego ceny produktów spożywczych rosną nawet wtedy, gdy na światowych giełdach spadają ceny surowców rolniczych. W Egipcie ten spekulacyjny wzrost cen od 3 lat utrzymuje się na poziomie 17 procent rocznie.

W kamerach nie widać też tego, że 40 procent ludności żyje w Egipcie poniżej granicy skrajnego ubóstwa, określanej na poziomie 2 dolarów dziennie na osobę. 80 procent wydatków ludzie ci przeznaczają na żywność, więc utrzymujący się, 17-procentowy wzrost cen żywności skazuje ich na skrajną nędzę i poniżenie. Ulice Kairu są w istocie pełne ludzi głodnych i zdesperowanych.