Siedem lat tłustych

4.10.2010

Kryzys systemu neoliberalnego jest faktem. Nie jest to kryzys przejściowy i nie mamy go już za sobą - jak chcieliby utrzymywać jego zwolennicy i obecni profitenci, wspierani przez neoliberalne media. Jest to kryzys systemowy, obejmujący zarówno sposób funkcjonowania gospodarek światowych, jak i etos społeczny, leżący u jego podstaw.

Darwinistyczny model walki ekonomicznej, w której każdy z nas ma obowiązek uczestniczyć, aby skutecznie eliminować słabszych konkurentów, jest modelem rosnących nierówności społecznych oraz nasilającej się policyjnej i militarnej przemocy. Kontynuacja tej ścieżki prowadzi nieuchronnie do zamieszek społecznych, wzrostu terroryzmu i konfliktów zbrojnych. Pora więc najwyższa, aby podjąć środki zapobiegające tym nieszczęściom.

Podstawowym mechanizmem potęgowania nierówności, wykorzystywanym przez zwolenników darwinistycznej historii dziejów, jest system bankowo-finansowy, pełen sprzeczności i zaciemnianych reguł gry, które umożliwiają spekulację, czyli wykorzystywanie pozycji majątkowej wąskiej grupy ludzi do osiągania nienależnych zysków. Zyski te są następnie kumulowane na oprocentowanych kontach bankowych, gdzie stanowią źródło kolejnych, nienależnych przychodów - tym razem z odsetek od depozytów.

Odkładanie rosnących przychodów elit finansowych na rachunkach terminowych jest źródłem deficytu siły nabywczej na rynku. Jest też źródłem rosnącego zadłużenia, gdyż w powstałą lukę popytową banki wstrzykują nowe kredyty. Zadłużenie państw, firm i obywateli osiągnęło tak gigantyczne rozmiary, że w ramach obecnego paradygmatu nie widać sposobu na wyjście z tej matni. Najbogatszy kraj świata, USA, jest zadłużony łącznie na 4 lata swojej całkowitej produkcji.

Płacenie odsetek od depozytów jest nieuzasadnione. Publicznie tłumaczy się to tym, że deponent powstrzymuje się w wyniku złożenia pieniędzy w banku od własnej konsumpcji, a zdeponowane pieniądze umożliwiają innym inwestorom osiąganie korzyści biznesowych. W podtekście fałszywie sugeruje się szerokiej opinii publicznej, że banki używają zdeponowanych środków do udzielania kredytów prawdziwym inwestorom.

Jest to jak najdalsze od prawdy. Banki nie mają prawa używać zdeponowanych pieniędzy do inwestowania, gdyż pieniądze te stanowią ich zobowiązania, a nie aktywa. Jest to zatem niemożność teoretyczna, bo nie można pożyczyć komuś swojego długu.

Banki tworzą dziś kredyt metodą dwustronnego księgowania. Udzielany kredyt staje się w jednej chwili depozytem klienta i zobowiązaniem banku wobec niego, a suma księgowa tych operacji wynosi zero. Operacje te nazywa się kreacją pieniądza ex nihilo, gdyż pieniądz nie posiada  zabezpieczenia w złocie, a jego jedynym gwarantem jest całe państwo, czyli ogół obywateli przekazujących państwu podatki na spłatę zobowiązań wraz z odsetkami.

Pokryciem kredytu są z reguły oprocentowane obligacje skarbowe, sprzedawane przez banki indywidualnym nabywcom, którzy czerpią z nich zyski w postaci odsetek. Znane są jednak z historii formy bezpośredniej emisji pieniądza, bez pośrednictwa czyjegoś długu, stosowane w sytuacjach nadzwyczajnych. Taka nadzwyczajną sytuację mamy obecnie, więc pora te formy wykorzystać.

Polska (obywatele, firmy i państwo) jest obecnie zadłużona na 2,7 bln zł. Odsetki płacone na obsługę tego długu wynoszą 166 mld zł rocznie przy założonych stopach oprocentowania długu narodowego w wys 4% i długu indywidualnego oraz korporacyjnego w wys. 7,5%. Jest to więcej niż połowa polskiego budżetu. Kwota ta stanowi deficyt siły nabywczej na rynku i jest ona uzupełniana świeżym kredytem bankowym, zwiększającym obciążenia odsetkowe. Deficyt siły nabywczej pogłębia się jeszcze o ujemny bilans handlowy oraz wypływ z kraju pieniądza przeznaczonego na dywidendy wypłacane zagranicznym akcjonariuszom firm działających na polskim rynku. Zwiększa się on także o przyrost oszczędności wąskiej i wciąż malejącej grupy elit, tak że w sumie można go oszacować na poziomie 1/3 całkowitej produkcji kraju.

Aby dług nie narastał, należałoby przynajmniej taką sumę wprowadzać corocznie na rynek w formie emisji pieniądza bezdłużnego. Statystycznie wynosi to ok. 1000 zł na głowę polskiego obywatela na miesiąc. Siedem lat takiej interwencyjnej emisji banku centralnego, skierowanej do wszystkich obywateli, spowodowałoby oddłużenie całego narodu i znaczne ożywienia naszej gospodarki, gdyż zniknęłyby zatory płatnicze, a banki komercyjne otrzymywałyby terminowe spłaty odsetek i rat kapitałowych.

Kto by na tym stracił?

Na takiej formie oddłużania straciłyby z pewnością banki komercyjne, które trzymają nas obecnie w swoich chciwych objęciach kredytowych, gdyż znaczny pieniądz byłby wstrzykiwany do gospodarki bez długu, a więc stopniowo zmniejszaniu ulegałaby suma otwartych kredytów, a więc i strumień odsetek od nich, zasilających banki. Słuszną reakcja banków na taką sytuację powinno być radykalne obniżenie stóp na rachunkach terminowych albo całkowite ich wyeliminowanie i skupienie się na zarabianiu pieniędzy na obsłudze bieżących rachunków bankowych.

Straciliby swoje wpływy także deponenci odkładający oszczędności na rachunkach terminowych, gdyż banki obniżyłyby lub zlikwidowały stopy depozytowe. Jest to jednak słuszne, gdyż ktoś, kto posiada oszczędności, a nie wie, jak je zainwestować w konkretne przedsięwzięcie biznesowe, powinien ponosić koszt ich zdeponowania w banku, a nie spodziewać się nienależnego zysku od własnej indolencji. Pieniądz zdeponowany w banku z założenia nie pracuje, bo bank nie jest inwestorem. Taki "martwy" pieniądz nie powinien przynosić żadnego zysku.

Systemowa emisja tysiąca złotych miesięcznie na konto każdego obywatela wymagałaby operacji utworzenia kont depozytowych w banku centralnym (lub banku krajowym utworzonym specjalnie dla realizacji tego przedsięwzięcia sanacyjnego) dla wszystkich obywateli. Po siedmiu latach takiej ciągłej emisji każdy obywatel otrzymałby od państwa 7 x 12 x 1000 = 84 tys zł, co w przybliżeniu odpowiada zagregowanemu długowi państwa polskiego, firm i obywateli, przypadającemu na głowę statystycznego obywatela, wynoszącemu obecnie ok. 71 tys. zł na osobę, powiększonemu o niewielkie odsetki.

W okresie siedmiu lat tłustych radykalnie zmniejszyłyby się obciążenia odsetkowe firm i obywateli, wpływając na poprawę płynności finansowej polskiej gospodarki. A możliwa, niewielka inflacja zmniejszyłaby stany oszczędności elit, przyczyniając się do postulowanego zmniejszenia nierówności społecznych.

Wadliwy system finansowy nie powinien być świętą krową nowoczesnych społeczeństw. Ekonomia musi służyć ogółowi obywateli, a nie obywatele świętej krowie, która w praktyce okazała się być wściekłym bykiem. Nietykalne banki pora wreszcie ruszyć z posad, aby zaczęły racjonalnie służyć całemu społeczeństwu.

(CC) Krzysztof Lewandowski
Be free to copy