Rączka rączkę myje

26.12.2010

Publicznie mówi się nam wciąż, że korupcja to straszne zło. Podobnie występkiem i zbrodnią nazywa się pichcenie ksiąg rachunkowych, czyli wprowadzanie do niej zapisów nieodpowiadających prawdzie, w celu zmylenia fiskusa i klientów.

Tymczasem tego rodzaju występki są filarami bogactwa największych na świecie firm, w tym i tych świetnie znanych z polskiego rynku, jak Ernst & Young, umiejscowiona w reprezentacyjnym wieżowcu Lebeskinda Warszawie. Okazuje się, że za blichtrem i jej reklam kryje się pospolite szalbierstwo napędzane chciwością lichwy, czyli zarobku nienależnego.

Konkretnie, firma Ernst & Young była napędzana korupcyjnymi odsetkami w ilości 5 i 8 procent, płaconymi jej przez bank Lehman Brothers za kupowanie "na chwilkę" lipnych papierów "wartościowych", w istocie nic nie wartych, ale z gwarancją ich odkupu po tygodniu lub dziesięciu dniach. Transakcje Repos 105 i Repos 108 były "bagatelne", gdyż opiewały na sumę 60 mld $ - kwotę porównywalną z polskim budżetem narodowym. Pięć czy osiem procent od tej sumy daje przychód porównywalny z wydatkami naszego Ministerstwa Obrony.

Kwoty tak wielkich transferów z firmy kolesia do firmy kolesia były następnie przez Lehman Brothers księgowane na niewłaściwych kontach, jako sprzedaż, podczas gdy de facto sprzedażą nie były, a tylko krótkoterminową pożyczką, na lichwiarski procent, zabezpieczoną bardzo lichymi papierami. W ten to sposób, za sowitym wynagrodzeniem, Ernst & Young wspierał swojego kolesia, który na koniec każdego kwartału poprawiał sobie w ten sposób o 60 mld $ swój wynik finansowy i ten zniekształcony obraz przekazywał światu. Tak w skrócie wyglądała historia pęczniejącego zadłużenia banku Lehman Brothers, który w końcu upadł. Tyle mówią oficjalne raporty, z którymi można się zapoznać tutaj.

Mnie ciekawi skutek tych oficjalnych wyjawień korupcyjnych powiązań Wielkich Szyldów naszej współczesności, które przez wiele lat działały w zmowie, aby uzyskiwać zarobki nienależne. Za ułamek tych przewin każda polska firma już dawno przestałaby funkcjonować, gdyż miałaby zablokowane konta bankowe, a jej sprawą zajmowałby się prokurator. Czy wielkie Szyldy też czeka ten los, czy raczej dowodzą one słuszności tezy, że demokracja to fikcja na użytek ciemnych mas, a tak naprawdę są równi i równiejsi, do których należą Wielkie Szyldy napędzane korupcją, nepotyzmem i ochroną tajemnicy służbowej.

Odpowiedź znajduje się na wieżowcu Lebeskinda.