Praca dla pracy

Wariactwo współczesnego świata polega na tym, że dziś jedynie technologie korzystają z gwałtownego rozwoju nauki, na którą przeznaczane są olbrzymie środki społeczne. Osiągnięcia nauki - a raczej myśli ludzkiej, jako daleko wykraczającej poza ścisłe definicje nauki - nie docierają natomiast do szerszej publiczności. W powszechnej świadomości zastępuje je mit, nadsyłany kanałami informacyjnymi przez przedstawicieli szerszej publiczności, jakimi są dziennikarze i politycy.

Jednym z centralnych mitów współczesnej cywilizacji, który zatruwa nam życie i na którym oparta została cała światowa gospodarka, jest mit pracy jako jedynego źródła dobrobytu. Bez pracy nie ma kołaczy - jak wyraża to nasze pospólne przysłowie.

Jednak zarówno myśl świecka ugruntowana doświadczeniem, jak i myśl teologiczna, zaprzeczają twierdzeniu, jakoby jeden plus jeden równało się dwa w przestrzeni stosunków społecznych. W realu występuje bowiem synergia, będąca zyskiem dodatkowym procesu. W gospodarce synergia przekłada się na efekt pracy wyższy, niż włożony w nią wysiłek, a zawdzięczamy ją dziedzictwu kulturowemu ucieleśnionemu w coraz bardziej wyrafinowanych maszynach, zastępujących pracę człowieka. Zysk uzyskiwany w procesie synergicznym buduje coś, co można by nazwać kulturą wzajemnych kontaktów międzyludzkich, kulturą środowiska, w którym produkcja stanowi ważny, ale nie wyłączny element.

Kultura budowana dzięki synergii producentów staje się na naszych oczach w coraz większym stopniu kulturą represji i tyranii, gdyż pokutuje w nas ogólne przeświadczenie, że byt to praca, a dobrobyt to konsumpcja. Byt nie jest jednak pracą, a przynajmniej nie powinien dać się do niej sprowadzać. Prawdziwy byt bierze się bowiem najczęściej z tego, jak spędzamy czas wolny od pracy, co wtedy robimy, czym się stajemy z własnej woli, woli nieskrępowanej przymusem produkcyjności.

Tego czasu wolnego od pracy powinniśmy mieć coraz więcej, jak wynika z równania synergii i prawdę mówiąc jedynie z niego powinni być rozliczani politycy wstępujący na urzędy. Politycy powinni dbać o to jedynie, aby czasu wolnego od pracy przyrastało każdemu obywatelowi w okresie sprawowania ich kadencji.

Tymczasem mierzy się bezrobocie, jakby nie czas wolny, a robota była bogiem. Bezrobocie mówi jednak o tym, że nie ma czego produkować, bo wszystko już jest w sklepach, a tylko ludzie nie chcą dłużej kupować na kredyt.

Dzisiejszym ucieleśnieniem mitu pracy dla pracy są niezliczone ilości stanowisk pracy nikomu tak naprawdę niepotrzebnych, a jednak zajmowanych tłumnie przez pseudopracowników mnożących pseudousługi i pseudodobra. Ich gigantyczna konsumpcja nie przynosi pożytku nikomu. Pseudopracowników upycha się dzisiaj w biurach, urzędach, strukturach przemocy. Ich armia rośnie, bo nie uznajemy synergii za fakt.

Tu dochodzimy do sedna problemu pracy dla pracy, jakim jest obecny, dysfunkcjonalny model społeczeństwa, będącego powszechnie zapracowaną maszynką zarabiającą pieniądze i systemowo zadłużoną ponad miarę obsługi długów. Jądrem dysfunkcjonalności społecznej jest zaś anachroniczny, globalny system finansowy, kosztowy i księgowy.

Model ten należy zmienić, zaczynając od podstaw, które leżą w naszej świadomości. Powinniśmy wreszcie zrozumieć, że co najmniej jedna trzecia produkcji należy się nam bez pracy, a w przyszłości jeszcze więcej.

Krzysztof Lewandowski, 22.09.2009