Pieniądz i antypieniądz

3.01.2014


Pieniądz jako dobro wspólne i antypieniądz jako wspólna dokuczliwość. 


Taką medytację proponuję na czas dalszego kumulowania się sprzeczności między zbiorową mądrością narodów i zbiorową indywidualizacją elit. System trzeszczy w posadach i zastrzyki wzmacniające betonu pieniężnego, jakie zaaplikowano konstrukcji bankowo-finansowej w latach kryzysu, nie pomogą na długo. 


Owszem, elity wzmocniły w ten sposób mury finansowe, jakimi się otoczyły. Lecz napór na nie zwiększa się w tempie wykładniczym, obrazującym rosnące dysproporcje dochodów. Obłowiły się w kryzysie zwłaszcza światowe giganty bankowe, które dostały najwięcej, ale lawa ubożejących narodów wrze coraz mocniej i w obliczu internetu nie da się długo trzymać ludzi w ciemnocie propagandowej związanej z tematem własności pieniądza.


W polskiej Konstytucji zapisane jest, że pieniądz tworzy NBP, ale faktem bezspornym jest, że nie sposób odróżnić dziś pieniądza NBP od kredytu bankowego, będącego antypieniądzem, tworzonego przez banki prywatne. 


Banki tworzą dziś pieniądz ex nihilo, a pieniądza NBP jest w systemie mniej niż 10 procent. Faktycznie zatem pieniądz obecny na rynku to głównie antypieniądz (pieniądz ujemny, czyli zobowiązanie), tworzony metodą dwustronnego księgowania przez prywatne banki. Ma on taką właściwość, że znika z rynku w reakcji z prawdziwym pieniądzem, którym go spłacamy. Następuje wówczas anihilacja również pieniądza prawdziwego, związanego z pracą, którym spłacony został kredyt.


Do kogo należy antypieniądz, czyli pieniądz kredytowy, emitowany przez prywatne banki? Na rynku transakcji jest on nieodróżnialny od pieniądza NBP, a jednak różni się od niego m.in. osobą, do której płyną odsetki. Jako obywatel czytający Konstytucję rozumiem, że w ostateczności tą osobą, która ręczy za kredyt, jest naród, reprezentowany na arenie pieniądza przez NBP, który to z kolei scedował przywilej emisji pieniądza ex nihilo na banki prywatne. Ok. Pieniądz jest dobrem wspólnym całego narodu, a w łańcuchu cedowania jego kreację powierzono bankom prywatnym. 


Kreacja pieniądza powoduje "rozwodnienie" pieniądza już istniejącego na rynku, czyli jest inflacjogenna i hossogenna. Za inflację płaci obywatel konsument. Ceny wszystkiego (również akcji) idą wówczas w górę. Z kolei anihilacja pieniądza jest deflacjogenna i depresjogenna, spadają ceny, zanikają produkcja i wymiana. Za deflację też płacą wszyscy. Wszyscy też płacimy za łatwość, z jaką dziś pieniądz pojawia się i znika, czyli za jego dynamikę ilościową, wynikającą z charakteru antypieniądza.


Kredytu, czyli antypieniądza, udzielonego przez sektor prywatnych banków wszystkim polskim sektorom - a więc państwowemu, z długiem dobijającym 1,000 mld zł, korporacyjnemu, z długiem 1,500 mld zł i indywidualnemu, z długiem 500 mld zł - jest w sumie ok. 3,000 mld zł, czyli prawie dwukrotność naszego PKB.


Do kogo należy ten niespłacony dług?


Jeśli do nas wszystkich, co wynika z Konstytucji, to dla stabilizacji naszej waluty wydrukujmy sobie (via NBP) bony skarbowe o tej wartości, i rozdajmy nam wszystkim, każdemu po równo, abyśmy byli w stanie wydać je na oddłużenie indywidualne, firm i państwa. W ten sposób zlikwidujemy z naszego rynku antypieniądz i przestaniemy prywatnym bankom płacić haracz odsetkowy od 3,000 mld zł kredytu znajdującego się w obiegu.


Waluta narodowa to dobro wspólne! Gwarantujemy ten nasz wspólny, narodowy pieniądz autorytetem naszych więzi międzyludzkich, opartych na kulturze edukacji, pracy, odpoczynku, będących własnością nas wszystkich.


Zastępując antypieniądz pieniądzem narodowym, przy średnich odsetkach w wysokości 4 procent, wygospodarujemy na podtrzymywanie tych więzi 120 mld zł rocznie. Dodatkową korzyścią byłaby stabilizacja ilościowa naszej waluty, która znacznie ułatwiłaby automatyzację systemu podatkowego.