Pero pero

21.06.2014

"Taśmy" z pewnością doprowadziły do spadku autorytetu władz naszego kraju, ale ich bilans ma też swoją drugą stronę, atrakcyjną dla nas wszystkich - obywateli.

Po pierwsze mogliśmy się w szczegółach dowiedzieć, jak wyglądają procedury naszego państwa dotyczące tajemnicy dziennikarskiej. To wielka edukacja dla całego narodu widzów. Z przebiegu wypadków okazuje się bowiem, że nie znali ich także najbardziej nimi teoretycznie zainteresowani, czyli dziennikarze i prokuratorzy. Ci drudzy bezprawnie zarządzili kopiowanie na ich nośniki materiału dowodowego mogącego zawierać tajemnicę dziennikarską, ci pierwsi całkiem wydawali się być nieświadomi procedur, nie sądzę bowiem, aby redaktor naczelny "Wprost" nosił w swoim laptopie nazwisko informatora, od którego otrzymał nagrania, do czego się jednak publicznie przyznawał.

Kolejną korzyścią dla obywatela było poznanie zakulisowych rozmów dotyczących bezpieczeństwa finansowego naszego kraju w kontekście jego niebezpieczeństwa, wynikającego ze zbyt ciasnego gorsetu, w jaki ubrały naszą rzeczywistość prawdziwe centra władzy, czyli międzynarodowi bankierzy.

To w wyniku ich wieloletniego lobbingu w 220.2 naszej Konstytucji istnieje zapis o niemożności udzielania naszemu rządowi kredytów bezpośrednio przez NBP, bez haraczu oprocentowania. Nasze państwo zmuszone jest tym zapisem do płacenia średnio 4,8 procent od pożyczanych kwot, na rzecz tzw. otwartego rynku, czyli bankierskich prywaciarzy, którzy podobnie jak NBP nie muszą mieć pieniędzy, za które nabywają obligacje, bo mogą je tworzyć z niczego metodą finansowego lewaru.

Okazuje się, że wśród polityków najwyższego szczebla są osoby świadome tego systemowego problemu, utrwalonego także w paragrafie 123 Traktatu Lizbońskiego. Belka i Sienkiewicz o tym właśnie rozmawiali, jak legalnie zdjąć ten bankierski kaganiec nałożony na cały nasz naród. Przypomnijmy, że odsetki płacone "otwartemu rynkowi" przez polskie państwo wynoszą ponad 40 miliardów złotych rocznie, czyli równowartość jednego tysiąca kilometrów autostrad. Wydaje mi się, że właśnie ograniczenie tego rozboju dyskutowali panowie przy wódeczce w dziupli sowy.

Wreszcie jest też korzyść dla obywateli należących do politycznego świecznika, bo dotrze już chyba do nich, że żyją w realnym matriksie, a nie filmowym, i że wszystkie ściany mają uszy i oczy, zwłaszcza te strzeżone przez służby. Życie prywatne prezesów ministrów czy generałów to fikcja. Jak nie Manning czy Snowden, to byle ochroniarz podsłucha i przekaże. Uważajcie więc panowie magnaci, co mówicie, a także, co myślicie, zwłaszcza po dwóch głębszych.

O co jeszcze będziemy mądrzejsi po kolejnych nagraniach, czas pokaże. Bilans w każdym razie musi wyjść na zero.

Krzysztof Lewandowski