Ogórek z tatuażem

10.06.2011

Eksperci medycyny sądowej z Instytutu Roberta Kocha w Niemczech przebadali kod genetyczny zmutowanej bakterii Escherichia coli O104, która jest odporna na wszystkie osiem klas antybiotyków, stosowanych w terapiach, a także posiada zdolność produkowania enzymu ESBL, który czyni z niej superwojownika niszczącego ludzkie nerki.

Efektem parady superbakterii przez świat są dotychczas 22 ofiary śmiertelne i ponad dwa tysiące zainfekowanych osób, głównie w Niemczech, ale strach dociera również do Ameryki i rozlewa się po całej Europie

http://www.naturalnews.com/032622_ecoli_bioengineering.html


Powstaje pytanie, skąd się wziął taki zmutowany szczep?

Pierwszą naiwną hipotezą jest taka, że jakaś kolonia bakterii E. coli  samoistnie się zmutowała, uzyskując ni stąd ni zowąd odporność na różne lekarstwa. Jednak spontaniczna i koherentna w zakresie kilkunastu parametrów mutacja, bez udziału silnie stymulującego środowiska, jest raczej nie do pomyślenia w świetle obecnej wiedzy naukowej.

Można by jednakże przyjąć teorię, że bakteria znajdowała się przez dłuższy czas w środowisku silnie skażonym wszystkimi odmianami znanych na rynku antybiotyków, co doprowadziło do selekcji i zachowania przy życiu tylko szczepu odpornego na nie wszystkie. Tylko gdzie znaleźć takie środowisko?

Czy jest prawdopodobne, żeby było nim gospodarstwo jakiegoś farmera produkujące warzywa? Raczej nie, gdyż antybiotyki podawane są niekiedy zwierzętom, ale nie kilkanaście rodzajów naraz, zaś przy produkcji warzyw w ogóle nie są stosowane.

O wiele bardziej przekonująca jest hipoteza, że suberbakteria narodziła się w laboratorium jakiejś firmy farmaceutycznej, która - planowo poddając szczep E. coli trującemu działaniu każdego ze znanych antybiotyków - wyselekcjonowała genetycznie odmianę tej bakterii, dysponującą super odpornością, a następnie świadomie lub przez zaniedbanie uwolniła ten szczep do środowiska?

Na podobnej zasadzie uwalniane są obecnie do środowiska nasiona GMO, których cechą jest to, że są one odporne na niezwykle toksyczny środek "ochrony" roślin, Roundup, który truje skutecznie całą biologię gleby, pozostawiając w niej nietkniętą tylko roślinę GMO. Tak więc tego rodzaju procedury selekcji genetycznej są znane nauce od wielu lat.

Produkcja superbakterii musiała też pochłonąć spore nakłady finansowe, gdyż uzyskanie odporności na kilkanaście antybiotyków wymagało sekwencji kilkunastu selekcji, a każda selekcja wielu zabiegów technicznych, co kosztuje i trwa. Kto w dzisiejszym świecie mógł sobie pozwolić na takie inwestycje, jeśli nie jakiś koncern farmaceutyczny.

Tak więc między bajki możemy włożyć informacje medialne o zarażonych fekaliami warzywach w gospodarstwie niehigienicznego farmera, gdyż nie farmer i jego warzywa są przyczyną całego ambarasu, a raczej koncerny farmaceutyczne czy laboratoria bioinżynieryjne, które doprowadziły do uwolnienia do przyrody groźnego szczepu, uzyskanego drogą genetycznej selekcji.

Pytaniem wciąż otwartym jest, czy to uwolnienie było przypadkowe, czy może było częścią kampanii promującej jakąś nową, dziewiątą specklasę jeszcze nikomu nieznanego antybiotyku albo cudowną nową szczepionkę, na której można zarobić miliardy?

Nagonka na drobnotowarowych hodowców warzyw może być częścią szerszej polityki koncernów, aby wyeliminować z rynku drobnych producentów ziół, jajek, surowego mleka i warzyw i karmić ludzi wyłącznie nisko wartościową żywnością produkowaną przez licencjonowanych gigantów. Niedożywieni w mikroelementy ludzie staja się następnie klientami aptek i szpitali i biznes farmaceutyczny się kręci.

Pierwsze kroki na tej drodze zostały już uczynione, wraz z niedawnym wprowadzeniem w życie zasad Codex Alimentarius, które eliminują z rynku drobnych producentów ziół i suplementów diety.

Czy kolejnym celem przeznaczonym do eliminacji będzie drobnotowarowy producent warzyw? Wszystko wskazuje na to, że pierwsze kroki w propagandzie zostały w tym kierunku właśnie poczynione.

Póki co zajadam ze smakiem ogórki bez tatuaży po dwa złote za kilogram.

(CCA) Krzysztof Lewandowski
Be free to copy

PS. Życie dopisuje dalsze rozdziały tej historii. Jak wykazały laboraroria chińskie, E. coli odkryta w Niemczech pochodzi z Afryki. Tak więc ślad źródła mutacji rozlewa się po kontynentach. Znika też w szybkim tempie sama epidemia, bo nie ma jej nowych ognisk. Trwałym efektem zarazy pozostaną straty farmerów i osób handlujących zieleniną oraz większa nieufność społeczeństwa wobec rolnictwa ekologicznego. Być może przypomnimy sobie także, że ręce i warzywa należy myć. (15.06)