Odsetki płatne z góry

16.06.2010

Międzynarodowe instytucje finansowe prześcigają się w pomysłach, jak wyciągać z kieszeni polskich podatników pieniądze.
Przebojem kombinatorów spod znaku MFW jest usługa znana pod nazwą  "dostępność elastycznej linii kredytowej", która polskiego podatnika będzie w tym roku kosztować 200 mln zł.

Jest to w wartościach bezwzględnych duża suma, stanowiąca jednak drobny ułamek wartości udzielonej linii kredytowej, wynoszącej ok. 60 mld zł, a także drobny ułamek oprocentowania tej linii. Kwota 200 mln zł jest płatna niejako z góry, gdyż niezależnie od konsumpcji kredytu. Tyle tytułem opłaty prolongacyjnej wydali w naszym imieniu Belka i Rostowski. To tak, jakby wręczyli MFW klucze do czterech kolejnych biurowców klasy A (zakładając, że koszt takiego biurowca to 50 mln zł) albo do czterech dużych kamienic czynszowych, zbudowanych w tym roku przez podatników.

Swoją drogą ciekawe, dlaczego czytelników polskich gazet nie informuje się, jakie jest oprocentowanie finalne tego kredytu in spe (wymaga on jeszcze udzielnego zatwierdzenia przez MFW) - czy mniej niż 2%, jak w Niemczech, czy może prawie 10%, jak w Grecji? To robi pewną różnicę, gdyż w pierwszym wypadku za udzielony kredyt będziemy oddawać MFW corocznie dodatkowo 8 biurowców klasy A, a w drugim wypadku 40 biurowców.

W ten cichy i bezkrwawy sposób, poprzez zwiększanie linii kredytowej, pauperyzuje się dzisiaj nie tylko polskich i greckich obywateli - którzy w wyniku odciągu lichwy przez zagraniczne instytucje finansowe zarabiają pół albo jedną trzecią tego, co powinni, a zamiast kilka godzin dziennie, pracują kilkanaście - ale praktycznie jest to haracz ściągany z obywateli większości krajów na świecie. W Polsce odsetki płacone przez nasze państwo zachodnim instytucjom finansowym wynoszą równowartość ok. 700 biurowców klasy A rocznie.

Pieniądz jest dziś biletem, pamiętajmy o tym, i tworzy się go tak łatwo, jak bilet (nie ma zabezpieczenia w złocie), a nawet łatwiej, bo drukuje się tylko 3% używanych pieniędzy - reszta ma postać elektroniczną. Zaś biurowiec jest biurowcem.

Sami budujemy dziś twierdze imperializmu - biurowce klasy A dla nielicznych - za ich bilety. A odsetki za bilety płacimy realnym pieniądzem - biurowcem  - pieniądzem kolejek po mieszkania, pieniądzem nędzy programów socjalnych, samoograniczeń, biedy i niedowartościowania naszej pracy.

Czy jednak 700 biurowców rocznie to nie za duża kontrybucja dla imperatora za transfer cyferek SDR na nasze polskie ekrany?

(CCA) Krzysztof Lewandowski
Be free to copy                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                        .