Mapa drogowa

29.06.2012

Państwo coraz bardziej wikła się we własnych niedorzecznościach systemowych i stoi - podobnie jak system globalny - u progu przełomowych zmian. Nie może to być drobny retusz, mający konserwować status quo epoki przemysłowej. Zmiany muszą być zasadnicze albo nie będzie żadnych zmian, prócz pozornych. Lecz tkwiąc w strumieniu pozorności będziemy wiedzeni ku kolejnej klęsce mądrości, ku rosnącej desperacji społecznej i przemocy policyjnej, a w konsekwencji ku wojnie.

Wojna to powrót do status quo ante, powtórka nieodrobionej lekcji społecznej i kolejne zwycięstwo paradygmatu piramidy, którego bronią elity. Kapitalizm korporacyjny jest jeszcze bliższy temu modelowi piramidy, niż był nim scentralizowany socjalizm.

Warto mieć świadomość, że spiętrzające się problemy światowe mają charakter systemowy i wynikają z wadliwej organizacji społecznej, która nie uwzględnia zasadniczych zmian, jakie się dokonały w obszarze produkcji i komunikacji w ostatnich dziesięcioleciach. Kapitalizm doprowadził do niezwykłej efektywności kapitału i rzeczywistej nadprodukcji wszystkiego. Obecnie to nie produkcja zawodzi, a dystrybucja tego, co tak efektywnie wytwarzamy.

Zawodzi też anachroniczny system księgowy, oparty na fałszywych przesłankach metodologicznych. System ten, poprzez amortyzację kapitału i wcześniejsze niż należy wykazywanie dywidend w firmach, promuje nierównowagę i niesprawiedliwość, co skutkuje coraz większym rozwarstwieniem społecznym. Widać je gołym okiem wszędzie na świecie, na wszystkich kontynentach i we wszystkich państwach.

Zawodzi także centralny system bankowy, który kreację kredytu - będącego dobrem społecznym - przekazał w ręce prywatnych banków, czyli ich właścicieli. Choć faktycznie to oni zarządzają strumieniami społecznej energii - wyposażeni w podstawową prerogatywę państwa, która została na nich scedowana - prerogatywę tworzenia pieniądza dłużnego - nie podlegają jednak procedurom demokratycznych wyborów.

W rzeczywistości całym systemem rządzą dziś niejawnie i niedemokratycznie właściciele banków prywatnych. Czynią to poprzez nacisk polityczny i kształtowanie prawa, ukrywając się za akcjonariatem bankowych spółek handlowych, niekoniecznie giełdowych.

Rządy banków to rządy prawa handlowego (banki są spółkami tego prawa). Jest ono „konstytucją“ przez małe „p‘, zredukowaną o człowieka osobowego i odnoszącą się wyłącznie do osób prawnych.

Imperatywem spółki prawa handlowego jest maksymalizacja zysku. Poprzez nadrzędność „konstytucji“, regulującej działania osób prawnych, nad Konstytucją, regulującą zachowania osób fizycznych, realizuje się w praktyce społecznej idea złotego cielca, idea państwa okrojonego z duchowości i indywidualności człowieka.

Realne, a nie pozorne, zmiany muszą być kompleksowe i obejmować podstawy organizacyjne państwa, abyśmy zaczęli wkraczać w erę obfitości, do której predestynuje nas zdobyta wiedza i opanowana technologia. Dla wypełnienia tego zadania brakuje nam tylko mądrości.

Podstawą oczekiwanych przemian będzie sposób patrzenia na społeczeństwo, gdyż samo patrzenie jest sprawcze i to, jak postrzegamy rzeczywistość, ma zasadniczy wpływ na nią samą. Stąd niezwykle istotna w nadchodzących przemianach jest zmiana filozofii polityki społecznej. Realna przemiana modelu musi wyrastać z dostrzeżenia zasadniczej jedności całej ludzkości oraz roli pozytywnej wizji w jej rozwoju. Czas aby oderwać tę wizję od chciwości i przemocy, które dominują obecnie w świecie polityki.

Trudno jest postulować, aby kompleksowe zmiany modelu cywilizacyjnego zostały zapoczątkowane w średniej wielkości kraju, takim jak Polska, gdyż w obecnych uwarunkowaniach byłby on z pewnością okrzyknięty przez scentralizowane media krajem terrorystycznym lub totalitarnym i wzięty na celownik potęg militarnych oraz bankowych.

Dlatego należy czekać na przełom mentalny (filozoficzny) i polityczno-gospodarczy o globalnym zasięgu, przygotowując świadomość do tego, co wydaje się nieuchronne w perspektywie nadchodzących lat. Przełom ten już został zainicjowany i coraz więcej osób dostrzega obecne problemy w świetle nowej filozofii, a zwłaszcza nowej wizji, która ujawnia ich przyczyny systemowe, dające się wyłącznie systemowo usunąć.

Przygotowujmy się i my mentalnie do udziału w zmianie modelu, czyli w zmianie sposobu postrzegania państwa, jego podstawowych dogmatów i instytucji, oraz w gruntownej przemianie systemu jego funkcjonowania. Oto kilka proponowanych elementów tej nowej wizji:

PKB

W ocenie bogactwa narodów miara, jaką jest PKB, powinna zostać zmieniona, gdyż zaciemnia obraz gospodarki, uwidaczniając jedynie rozwój jej strefy fiskalnej, który mało ma wspólnego z rozwojem ogólnospołecznym i poczuciem szczęścia obywateli. PKB jako miara postępu utrudnia, czy wręcz uniemożliwia, uprawianie polityk prowadzących do zmniejszenia aparatu państwowego, oszczędności gospodarowania i konsumpcji oraz racjonalnego wykorzystania energii, skutkiem czego powinno być raczej zmniejszenie PKB , niż jego wzrost.

Co w zamian? Jak oceniać bogactwo narodu i jego postęp, bez posługiwania się PKB? W 2006 roku został przez New Economics Foundation opracowany HPI (Happy Planet Index), który oblicza się obecnie dla 143 krajów. Polska znajduje się w rankingu HPI na 77 miejscu, znacznie powyżej USA (114 miejsce) czy Luksemburga (122 miejsce), zużywających per capita więcej energii, niż inne kraje świata.

Banki

Ileż to milionów wydano ostatnio na nieefektywne szczyty europejskie, mające ratować banki przed bankructwem idei prywatnej kreacji pieniądza dłużnego. System prywatnych banków, określających wielkość i przeznaczenie społecznego kredytu, nie sprawdził się nigdzie na świecie, powodując rosnące zadłużenie nawet bardzo nowoczesnych gospodarek.

A zatem należy powrócić do zasady państwowej kreacji pieniądza - nie tylko banknotów i monet, ale przede wszystkim pieniądza kredytowego. Pieniądz ten, tworzony jako zapis księgowy przez banki prywatne, stanowi dziś ponad 90 procent masy pieniądza obsługującego rynek. Aby tego dokonać, z Konstytucji należy wykreślić art 220 pkt 2, który zabrania NBP tworzenia pieniądza dłużnego na potrzeby państwa. Analogiczny zapis w Traktacie Lizbońskim mieści się w Art. 123 i także należy go zanegować. Należy też zmienić prawo bankowe, tak aby banki komercyjne mogły pożyczać na procent tylko te pieniądze, które faktycznie posiadają jako kapitał obrotowy. W praktyce oznacza to postulat 0% rezerwy dla banku centralnego i 100% rezerwy dla banków komercyjnych.

Nowe państwo powinno dopuszczać do użytku wiele walut, samo będąc wyłącznym emitentem i gwarantem złotego. Prerogatywa kreacji złotego powinna całkowicie podlegać polskiemu bankowi centralnemu. Kurs złotego wobec innych walut powinien być ustalany przez wolny rynek, lecz importerzy powinni móc legalnie rozliczać się w tych walutach, jakie zdeponują w banku, bez stosowania konwersji tych walut na walutę narodową.

Krokiem w stronę decentralizacji władzy bankowej powinno być także stworzenie gęstej sieci banków municypalnych, których zdolność kredytowania byłaby oparta na majątku rzeczowym miast i gmin, a nie na kapitale obrotowym. Pozwoliłoby to na udzielanie lokalnych, bezodsetkowych kredytów na budownictwo komunalne i infrastrukturę. Dzięki realizowaniu inwestycji publicznych z kredytów nieoprocentowanych, ich koszty spadną ponad dwukrotnie, a ceny mieszkań komunalnych staną się wreszcie osiągalne dla obywateli.

W epoce upowszechniania się rozliczeń elektronicznych, za niezbywalne prawo człowieka należy też uznać prawo do posiadania indywidualnego, obywatelskiego konta bankowego, co powinno zostać zagwarantowane w Konstytucji. Prawo do konta obywatelskiego powinno być realizowane z podatków, w ramach obowiązków państwa.

Konto obywatelskie powinno zapobiegać wykluczeniu społecznemu, które obecnie ma miejsce, gdy konto bankowe jest blokowane przez fiskusa czy komorników. Wszelkie windykacje sądowe powinny zatem odbywać się z zachowaniem minimum socjalnego dla windykowanego.

Podatki

Wielkie marnotrawstwo społecznej energii bierze się z naśladowania w dwudziestym pierwszym wieku mechanizmów wieku dwudziestego. Jedną z form kosztownego wpasowywania się społeczeństwa informacyjnego w ciasny gorset epoki przemysłowej jest anachroniczny system obliczania i ściągania podatków, angażujący całe społeczeństwo, a także wymagający utrzymywania wielu niepotrzebnych służb, agend, instytucji i aparatu przemocy.

System podatkowy należy uprościć i w pełni zautomatyzować. To zadanie powinniśmy jako obywatele postawić przed nowym rządem i rozliczyć ten rząd z jego wykonania w czasie jednej kadencji.

Obecny system podatkowy, oparty głównie na VAT, akcyzie i podatku dochodowym, wymaga kosztownych metod obliczania, a mimo to jest nieszczelny, umożliwiając wielkim korporacjom unikanie płacenia podatków.

Aby przeciwdziałać tej patologii, należałoby podatek VAT - najbardziej uciążliwy w obliczaniu - zastąpić zunifikowanym podatkiem transakcyjnym, ściąganym automatycznie przez system bankowy. W celu uszczelnienia systemu korporacje mogłyby mieć zakaz rozliczeń gotówkowych. Automatyzacja ściągania podatków wykluczy zarazem wszelkie oszustwa podatkowe.

Podatek dochodowy od osób fizycznych i firm należałoby całkowicie zlikwidować.

Zaś w celu chronienia wewnętrznego rynku i realizowania polityk w tym zakresie, należałoby w większej mierze koncentrować się na ochronie granic celnych przed importem produktów pochodzących z krajów wykorzystujących pracę niewolniczą lub niedostatecznie opłacaną.

Dochód podstawowy czyli emerytura od 18 roku życia

Jeśli wraz z postępującą automatyzacją produkcji nie następuje uwalnianie ludzi od przymusu pracy zespołowej - ku wolności indywidualnej ekspresji i rozwoju - to dzieje się tak dlatego, że mamy wadliwie skonstruowany system zarządzania naszym majątkiem i potencjałem.

Ten potencjał i majątek są - po kilkudziesięciu latach życia w pokoju - olbrzymie. Jesteśmy wykształceni, skomputeryzowani, mamy nowoczesny przemysł i transport. W rozsądnie rządzonym państwie o takim potencjale przyrodniczym, surowcowym i intelektualnym powinno nas pracować na etatach znacznie mniej, niż obecnie. Jedyną przeszkodą wydaje się być sam system oraz powszechnie zakodowany w świadomości lęk przed utratą pracy i związanej z nią bazy dla egzystencji, będący pochodną systemu.

Ten lęk można rozproszyć jednym ruchem, poprzez wprowadzenie „dochodu podstawowego“, zwanego także w teorii kredytu społecznego „państwową dywidendą“. Dochód podstawowy to gwarantowany przez państwo, comiesięczny kredyt bezzwrotny, przypadający na każdego dorosłego obywatela, zarówno pracującego, jak i niepracującego.

W przypadku dochodu podstawowego nikt do nikogo nie mógłby mieć pretensji, że to z jego kieszeni jest fundowany jakiś program socjalny, gdyż dochód podstawowy otrzymywaliby także ludzie posiadający wysokie przychody z pracy.

Dochód podstawowy powinien co miesiąc trafiać na konta wszystkich pełnoletnich obywateli, zasilając strumień siły nabywczej o 600 miliardów złotych rocznie. Tyle mniej więcej wynosi w Polsce luka popytowa, wypełniana obecnie oprocentowanym kredytem udzielanym przez banki prywatne. Wypada po 1520 zł miesięcznie na głowę każdego dorosłego obywatela. Taki comiesięczny zastrzyk pieniędzy dla gospodarki umożliwiłby zatrzymanie spirali zadłużania się państwa, obywateli i firm w prywatnych bankach.

Dochód podstawowy byłby korzystny zarówno dla osób dążących do ponadprzeciętnego statusu materialnego, którzy mogliby więcej żądać na rynku za własną pracę, gdyż przy  korzystnie rosnącym bezrobociu, pomiędzy malejącą liczbę osób pracujących dzieliłoby się pozostałą część (obecnie 63 procent) dochodu narodowego, jak i dla osób godzących się na skromne warunki bytowania i wybierających raczej życie rodzinne i towarzyskie, kulturę, naukę, sport czy rozwój duchowy, niż pracę rejestrowaną.

W efekcie wprowadzenia dochodu podstawowego powinna znacznie wzrosnąć ilość pracy nierejestrowanej, o niewielkiej wartości dodanej, ale wielkiej wartości społecznej, takiej jak opieka nad dziećmi, osobami starszymi i chorymi. Równocześnie rosnąć powinna efektywność coraz bardziej zrobotyzowanej gospodarki, a przez to i zarobki planowo malejącej grupy osób zatrudnionych.

Wraz z wprowadzeniem dochodu podstawowego do lamusa odejdzie pojęcie emerytury i składania na nią, bo „emerytami“ będą wszyscy obywatele od osiemnastego roku życia. Dzięki dochodowi podstawowemu będziemy mieć szansę na opanowanie lęku przed biedą oraz nałogu zatrudnienia, w jaki popadliśmy w przemysłowej epoce niedostatku.

Jako adresaci dochodu podstawowego będziemy zapewne wnosić większy wkład pracy nierejestrowanej w pielęgnację tkanki społecznej: permanentną naukę, sztukę, podtrzymywanie kontaktów towarzyskich, prace domowe, opiekę w rodzinie, uprawianie ogrodów metodami organicznymi, inicjatywy lokalne i inne zajęcia o charakterze wspólnotowym.

Dochód podstawowy spowoduje olbrzymie oszczędności w kosztach pracy, gdyż wraz z jego wprowadzeniem i eliminacją ZUS znikną składki emerytalne. W ten sposób obniżone koszty pracy spowodują napływ do Polski inwestycji i kapitału.

Bezrobocie

Obecnie, przy powszechnej aprobacie wszystkich sił politycznych i mediów, państwo stymuluje obywateli do pełnego zatrudnienia, wbrew nieuchronnym tendencjom cywilizacyjnym, idącym w przeciwną stronę.

W nowym paradygmacie należy całkowicie odwrócić konotacje bezrobocia (pracy niesfiskalizowanej), którego wzrost w nowoczesnym i pokojowo nastawionym społeczeństwie powinien być nieuchronny i jak najbardziej społecznie pożądany i popierany, a nie zwalczany, o ile chcemy rzeczywiście korzystać z dobrodziejstw automatyzacji i informatyzacji środowiska wytwórczego. Im kraj lepiej zorganizowany, tym powinno go stać na większe bezrobocie obywateli.

Warto przy tym zauważyć, że bezrobocie nie oznacza nic nierobienia, gdyż wszyscy ludzie, poza obłożnie chorymi, pracują w ten czy inny sposób, niezależnie od tego, czy są oficjalnie gdzieś zatrudnieni, czy nie. Tak więc bezrobotny to też osoba pracująca, a nie bumelant, jak traktują go zwolennicy pełnego zatrudnienia. Jedyna różnica polega na braku rejestracji i fiskalizacji jego pracy.

Przy rosnącym poziomie sił wytwórczych bezrobocie powinno systemowo rosnąć, a państwo powinno szczycić się tym, że stopniowo traci swój policyjny charakter i sprzyja coraz większej wolności oraz twórczości obywateli.

Wraz ze wzrostem bezrobocia maleć powinna antypraca, czyli praca zbyteczna, de facto ujemna, gdyż zbędny pracownik wchodzi w zbędne relacje służbowe z innymi ludźmi, zajmując im czas i zmuszając do niepotrzebnych zajęć i wydatków. Irracjonalny wysiłek i marnotrawstwo trzeba wyeliminować, pozwalając ludziom - gdy tego chcą - na minimalizm życiowy, niezakłócany rosnącymi obowiązkami wobec państwa.

Antypraca wlicza się do PKB i utrudnia racjonalizację produkcji, a zwłaszcza dystrybucji tego, co zostało wyprodukowane. Utrudnia też życie obywatelom. To ona sprawia, że formularz podatkowy posiada ponad 100 rubryk do wypełnienia.

Media

Obecna centralizacja mediów podporządkowana jest zadaniu formatowania życia umysłowego obywateli, sprowadzania ich do roli przedmiotowej w procesach opiniotwórczych, tak aby tkwili umysłowo w koncepcji niedostatku, przemocy oraz nadkonsumpcji. Koncepcja ta jest lansowana przez elity epoki przemysłowej, które przywłaszczyły sobie kredyt społeczny i przywłaszczają gros korzyści wynikających z materializacji społecznego geniuszu produkcji.

Jako obywatele mamy prawo domagać się decentralizacji mediów w myśl preambuły Konstytucji, która legitymizuje zasadę subsydiarności, czyli maksymalnej na danym etapie rozwoju dywersyfikacji władzy i obligatoryjnego kierowania jej do struktur lokalnych tam, gdzie to możliwe.

Należy zauważyć, że rozwój internetu i globalnej komunikacji prowadzi w sposób nieuchronny do rozproszenia źródeł informacji i władzy mediów, a nie do ich coraz większej centralizacji.

Praktycznie jednak decentralizacja mediów jest w rękach nas wszystkich, posiadających kamery i dyktafony w telefonach komórkowych, studia graficzne i montażowe w laptopach i drukarnie, które czekają na zlecenia. Tylko oddolny ruch tworzenia wolnych mediów - jeśli nie będzie zakłócany przez licencje i restrykcje państwowe - spowoduje zasadniczą przemianę w postrzeganiu i relacjonowaniu świata.

Wojsko

Należy przeanalizować, dlaczego tak dużo społecznej energii i wysiłku propagandowego idzie na uzasadnienie zaczepnych działań zbrojnych i forsowanie interesów narodowych na terytoriach innych krajów. Analiza ekonomiczna sugeruje, że firmy zbrojeniowe na całym świecie służą korygowaniu wadliwego systemu finansowego, w którym dystrybucja efektywnej siły nabywczej nie nadąża za modernizacją i automatyzacją produkcji, więc na rynek wstrzykuje się, poprzez zakłady zbrojeniowe, dodatkową siłę nabywczą, nie pochodzącą z produkcji rynkowej. Dochód podstawowy powinien skutecznie wyeliminować tę zbrojeniową patologię.

Jako obywatele powinniśmy dążyć do ośmieszenia i wykluczenia ze słownika politycznego terminu „wojna prewencyjna“, którym próbuje się uzasadniać agresję i przemoc zbrojną na terenie obcego państwa. „Wojna prewencyjna“ to faktyczna napaść na inny kraj, to zbrodnia, jakiej doświadczyliśmy w czasie II wojny światowej. Taka interwencja zewnętrzna powinna być zabroniona konstytucyjnie.

Patenty

Wsparciem dla wypompowywania kapitału z realnej gospodarki jest poszerzająca się oferta spekulacyjna kontraktów typu futures czy forward - czyli wykupywania praw do towarów lub surowców, które leżą w ziemi lub dopiero zostaną wyprodukowane. Jest to w istocie poszerzanie rynku o dodatkowy, czwarty wymiar, o czas przyszły, skoro w teraźniejszości olbrzymia góra pieniędzy spekulacyjnych nie ma czego już kupić.

Wiąże się z tym najczęściej długoterminowe ograbianie obywateli z ich bogactw naturalnych - co obserwujemy ostatnio w Polsce na przykładzie licencji na gaz łupkowy, sprzedawanych zachodnim inwestorom na 50 lat. Jest to ograbianie z bogactw naturalnych naszych dzieci i wnuków.

Pod czwarty wymiar gospodarki można w podobny sposób podciągnąć prawa do wartości intelektualnych, czyli patenty i prawa autorskie, których perspektywa handlowa sięga kilkudziesięciu lat. Czwartym wymiarem gospodarczym jest także patentowanie przyrody (nasion GMO, genotypów), czyli organizmów, które posiadają zdolność do reprodukcji.

Praktyki patentowe i licencyjne w zdrowym społeczeństwie globalnym powinny być w ogóle zakazane, gdyż utrudniają korzystanie z dobrodziejstw cywilizacji. Droga do tego celu powinna być jasno wytyczona na szczeblu światowym, a programy znoszenia ograniczeń patentowych konsekwentnie wdrażane lokalnie.

Zdrowie

Zdrowie człowieka jest coraz bardziej narażone na szwank, gdyż firmy farmaceutyczne są finansowo niezainteresowane skutecznym leczeniem chorób. Dla koncernów farmaceutycznych zdrowe ciało oznacza koniec interesu.

Dlatego państwo powinno dążyć do ograniczenia władzy koncernów w zakresie ochrony patentowej leków oraz monopolizacji produkcji suplementów diety, co w krótkim czasie powinno doprowadzić do znacznej poprawy zdrowia ludności.

Konstytucja

Zmiany systemu zacząć należy od podstaw, czyli od napisania konstytucji od nowa. Trzeba wybrać ludzi, którzy by ją sformułowali. Można tu się posłużyć systemem zastosowanym niedawno przez Islandczyków. Od kandydatów na członków zgromadzenia konstytucyjnego wymagano tylko, aby nie należeli do żadnej partii i mieli ustaloną liczbę rekomendacji.

Głosowanie w wyborach parlamentarnych powinno być tajne, z możliwością osobistego sprawdzenia skuteczności własnego głosu, co wyeliminowałoby możliwość popełnienia fałszerstwa. Realizacja tego postulatu nie jest dziś technicznie trudna - wystarczy, że zapieczętowany głos będzie posiadał swój indywidualny i nieznany komisji wyborczej numer, oraz będzie wyposażony w kalkową kopię dla głosującego. Dzięki temu każdy głosujący będzie mógł przez Internet sprawdzić, czy jego głos został właściwie policzony.

Nowa konstytucja powinna powołać mechanizm wiążących parlament referendów. Wydaje się, że 100 tysięcy zebranych głosów za referendum w jakiejś sprawie powinno zapewnić skuteczny udział obywateli w subsydiarnym rządzeniu państwem.

Krzysztof Lewandowski

Tekst na licencji CCA (Creastive Commons Attributive)

Dozwolone niekomercyjne kopiowanie

Tekst "Mapa drogowa" jest przedrukiem z pisma ALTER, Nr 7, www.alterpismo.pl