Instytut Wolności

5.12.2010

Dlaczego to środowisko bankowe, a nie rynek, miałoby decydować o tym, na co kierowane są strumienie społecznej energii w postaci inwestowanego w nowe przedsięwzięcia pieniądza? Jest to kluczowe pytanie dla zrozumienia paranoi obecnego systemu ademokratycznych rządów bankierów, rzeczników totalitarnego globu rządzonego przez monopol bankowo-finansowy.

Czym jest inwestowanie, jeśli nie mobilizowaniem rzeszy ludzi wokół jakiegoś nowego przedsięwzięcia, które ma przynieść ogólny pożytek. Zauważmy, że banki, zatwierdzając inwestycje, tworzą nowy pieniądz i kierują go na rynek w okresie, kiedy inwestycja nie wnosi jeszcze żadnych towarów ani usług na rynek.

Robotnicy i inżynierowie, pracujący pewien czas przy realizacji jakiejś inwestycji, otrzymują jednak w tym czasie wynagrodzenie za swoją pracę i kierują to wynagrodzenie na zaspokojenie swoich potrzeb, czyli na konsumpcję. Podobnie wynagrodzenie, w postaci wkalkulowanej w biznes plany dywidendy, uzyskują corocznie inwestorzy i właściciele firm podwykonawczych. Wszyscy oni - dzięki pieniądzom pochodzącym z kreacji bankowej, dokonującej się w momencie zatwierdzenia kredytu na inwestycję - zwiększają realnie popyt, nie powiększając podaży, gdyż inwestycja zwiększy podaż dopiero po jej zakończeniu.

Przeanalizujmy więc skutki tego mechanizmu. Oto na mocy decyzji bankowej realizuje się ta, a nie inna inwestycja, i ta a nie inna grupa osób zostaje zmobilizowana do trwającej czasem kilka lat pracy. Grupa ta będzie w tym okresie pobierać wynagrodzenie i konsumować produkty i usługi znajdujące się JUŻ na rynku, nie wytwarzając w tym okresie własnych towarów i usług.

Zobaczmy tę piramidę władzy: na jej szczycie bankier zatwierdzający kredyt, poniżej inwestor, zwykle będący członkiem lokalnego establishmentu, poniżej dyrektorzy projektu i właściciele firm podwykonawczych, wreszcie inżynierowie i robotnicy realizujący inwestycję.

Skutkiem nowej inwestycji jest pojawienie się na rynku pieniądza inflacyjnego, za co wzrostem cen albo wzrostem zapracowania płaci całe społeczeństwo, które zmusza się, aby ratowało przedsiębiorców przed inflacją i z którego wyciska się coraz więcej towarów i usług za te same wynagrodzenia. W ten sposób przed inflacją ratują się przede wszystkim właściciele firm, zmuszani do tego sztywnością kontraktów, które podpisali. Oni z kolei zmuszają swoich pracowników do pracy w coraz większym stopniu niewolniczej, dłuższej niż przewidują to normy w kontraktach, pracy częściowo lub całkiem woluntrarystycznej itp. Czyż nie dostrzegamy tego zjawiska na co dzień, praktycznie wszędzie?

Jak obliczył to ostatnio nasz guru zniewolenia bankowego, ubytek pieniądza, będącego tlenem narodu, to równoważność wysiłku społecznego koniecznego do zbudowania 900 km autostrad rocznie. Tyle w przybliżeniu niewolniczej pracy świadczymy corocznie na rzecz imperium bankowego, my jako zbiorowość podatników. Na ponad trzy razy tyle, czyli na ponad 3 000 km autostrad składamy się, także corocznie, płacąc odsetki na rzecz imperium bankowego jako zadłużeni obywatele i jako firmy korzystające z kredytów bankowych.

Tyle autostrad to by się chyba w Polsce nawet nie zmieściło, ale świetnie za to mieszczą się kolejne biurowce banków i powiązanych z nimi akcjonariatów międzynarodowych korporacji. Rosną jak drożdże wszędzie, gdzie nie spojrzeć, na najdroższych działkach. Część ubytku naszego pieniądza na rzecz światowego kartelu banków sfinansowała także luksusowe jachty cumujące w marinach Morza Śródziemnego, Miami czy Bahrainu, wieżowce Hong-Kongu czy Nowego Jorku, tylko nikt o tym głośno nie mówi. Ukuto nawet powiedzenie "O pieniądzach się nie mówi!"

Otóż pora mówić. Istnieje bowiem alternatywny do imperialistycznego sposób inwestowania, mianowicie demokratyczny - poprzez rynek. To rynek najlepiej określa, co jest społecznie użyteczne, a na rynku - przynajmniej teoretycznie - wszyscy są równi. Dlatego pieniądze inwestowane obecnie w 100%, z uzurpacji władzy, przez środowiska bankierskie, powinny być - przynajmniej częściowo - skierowane do ogółu konsumentów - jako glosy w ustawicznych wyborach kierunków inwestowania. Ile ogół powinien mieć tych głosów, to osobna kwestia. Zacząłbym od 33% głosów dla obywateli.

Obecnie głosują wyłącznie bankierzy pomiędzy sobą, chronieni przed społeczeństwem tarczą międzynarodowego prawa bankowego.

Pora, aby zagłosowali wszyscy, poprzez głosy-bilety Narodowego Banku Polskiego, czyli pieniądze. Strumień 33% wszystkich głosów (czyli 33% PKB) skierujmy automatycznie na konta wszystkich obywateli i niech to oni, mocą 33% mandatów, decydują codziennie swoimi zakupami o tym, jakie inwestycje powstają w naszym kraju. 33% zagwarantowanej wolności chyba nam się należy w naszym nowoczesnym kraju, przy 66% pozostających w rękach bankierów.

Pozostały 1% PKB mógłby ustawowo iść na Instytut Wolności.

(CC) Krzysztof Lewandowski
Be free to copy