Imperatyw Fedu

18.04.1012

Federal Reserve, zwany w skrócie Fed, to amerykański bank centralny, odpowiednik naszego NBP, tyle że prywatny. Imperatywem Fedu jest dbać o stan systemu finansowego i gospodarczego USA. To w tym celu po krachu w 2008 roku wypłynęło z Fedu 16,000 miliardów dolarów kredytu bezodsetkowego dla banków i instytucji, aby ratować ich honor sapiens.

Jak wynika z informacji zamieszczonych w czasopiśmie Truthout, obecna polityka Fed zdaje się być od dawna oczekiwanym głosem rozsądku na tle powtarzanej przez wielu przywódców światowych głupoty, że jedynie skuteczne restrykcje na budżecie są w stanie wyprowadzić kraje i gospodarki z obecnej zapaści optymizmu.

http://truth-out.org/news/item/8575-the-federal-reserve-turn-left

Polityka Fed zmierza w przeciwnym kierunku, niż głosy naszej europejskiej propagandy, plany Tuska, Merkel czy Sarkozy'ego. Fed zrozumiał, że zamiast zaciskać pasa, należy go popuszczać, zadłużając kraj jeszcze bardziej, skoro nie chcą lub nie mogą głębiej się zadłużać przedsiębiorcy i obywatele. I mimo że dług publiczny USA przekroczył już 100 procent PKB, czyli jest dwa razy większy, niż w Polsce.

Pożyczanie na procent jest imperatywem każdego banku prywatnego, jego być lub nie być, a skoro gospodarka ma się rozwijać, to trzeba pożyczać coraz więcej. Wobec braku chętnych lub wiarygodnych pożyczkobiorców, ostatnią deską ratunku dla Fedu jest zdolność zapożyczania się państwa, praktycznie nieograniczona, jeśli bank jest chętny, żeby mu dalej pożyczać.

Jak pożyczone pieniądze będzie wydawać budżet, jest dla Fedu obojętne. Mogą być wojny, zbrojenia albo roboty publiczne, wszystko jedno, byle od stworzonych podpisem pieniędzy można było ciągnąć odsetki.

Ze swej strony doradzamy prezydentowi Obamie, aby po pierwsze upaństwowił Fed oraz kreację pieniądza, co spowoduje, że będzie pożyczał pieniądze bez odsetek, a następnie aby przyjął dobre rady tej instytucji i zaczął się systematycznie, ale i bezprocentowo zadłużać w swoim własnym banku centralnym. 

Doradzamy mu jednak, aby nie wydawał pożyczonych pieniędzy na wojny i bomby, ale dał je ludziom w postaci dywidendy, a oni własnymi zakupami zdecydują, czy chcą mieć bomby, czy może tanie mieszkania, dobre autostrady i zdrową żywność. A także kwitnącą kulturę napędzaną dywidendą.

Fed zamierza także umorzyć część długów na hipotekach milionów Amerykanów, którzy po krachu na rynku nieruchomości znaleźli się pod wodą, czyli w sytuacji, że ich domy są warte mniej, niż pozostaje im kredytu do spłacenia.

Darowanie długów to kolejna mądra podpowiedź dla rządu, zwłaszcza długów obywateli wobec państwa, co można zrobić jednym podpisem. Czy jednak zrozumieją to nasi europejscy twardogłowi, że jedynie w ten sposób daje się ożywiać chore gospodarki, cierpiące na chroniczny niedobór siły nabywczej i narastanie długów? 

W Polsce, przy PKB wynoszącym 1500 mld zł, siła nabywcza naszych dochodów z pracy i dywidendy z biznesu wynosi 930 mld zł. Panie Tusk: pozostaje 570 mld do wstrzyknięcia corocznie do naszej gospodarki. Najlepiej to zrobić poprzez kieszenie obywateli, wypłacając im dywidendę od nowoczesności i synergii. Dopiero wtedy zagości u nas prawdziwa demokracja, a kraj zacznie gospodarczo i kulturalnie kwitnąć. 

Tymczasem będziemy patrzeć z cieknącą z ust ślinką, jak to robią Amerykanie.

Krzysztof Lewandowski (CC)
Be free to copy