Finansowe dopalacze

10.10.2010

Dziwi mnie to, że prof. Leszek Balcerowicz zdecydował się wystawić na głównym skrzyżowaniu w Warszawie tablicę świetlną obrazującą rosnące zadłużenie narodowe. Przecież to on właśnie w okresie sprawowania funkcji wicepremiera i ministra finansów rozpoczął intensywne zadłużanie naszego państwa kolejno w rządach Mazowieckiego, Bieleckiego, a potem Buzka, i to on jako prezes NBP kontynuował tę politykę, tym razem jako centralny bankowiec. Czy wystawioną na widok publiczny tablicą szydzi teraz z samego siebie, czy może w ten cudaczny sposób, małpowany od Amerykanów, próbuje odciąć się od własnych decyzji, które zapoczątkowały likwidację polskiego państwa na rzecz władzy międzynarodowego kartelu bankierów?

Albert Einstein był zdania, że niepodobna rozwiązać jakiegoś problemu przy pomocy teorii, która doprowadziła do jego powstania. Profesor Balcerowicz zdaje się nie spostrzegać swojego uwikłania w teorię ekonomiczną, która prowadzi do coraz większej zależności naszego kraju od aetycznego i antydemokratycznego środowiska finansistów. Zdaje się nie dostrzegać tego, że to on i wyznawane przez niego aksjologie są największa przeszkodą do pokonania pogłębiającego się kryzysu.

Problemem, jakie narody mają z ludźmi pokroju Balcerowicza, jest ich pogłębiająca się alienacja społeczna, będąca pochodną ich utwierdzania się w dogmatach kształtowanych przez finansowe elity władzy. Należy do nich przede wszystkim dogmat walki z inflacją - sztandarowy motyw wszelkich wystąpień publicznych pana profesora, oraz dogmat niezależności banku od państwa - gwarantujący niesuwerenność kolejnych rządów, niezależnie od sztandarów, pod którymi są formowane.

Obydwa te dogmaty należy traktować tak, jak dogmaty każdej wiary - mają one umacniać pozycję głoszącego je kościoła - w tym wypadku światowego kościoła finansistów i bankierów dbającego o sprawność mechanizmów pompowania pieniądza od zadłużonych do bogatych i utrzymywania władzy finansowej ponad władzą wybieralną na drodze demokratycznej. Na inflacji tracą bowiem, ale posiadacze płynnego kapitału, podczas gdy zadłużeni oddłużają się dzięki niej, zaś niezależność bankowości od rządu utrwala monopol władzy plutokratów, a naród utrwala w niewoli długów.

Mechanizmy pompowania pieniędzy od bogatych do biednych zmieniają się tak jak związki chemiczne w dopalaczach - gdy któryś z nich zostaje rozpoznany przez opinię publiczną, tworzy się nowe formuły, jeszcze bardziej szkodliwe.

Przykładem ujawnionego właśnie mechanizmu dopalania biedaków jest sekurytyzacja - nowinka spekulacyjna zza oceanu, która ulokowała się w polskim systemie prawnym cztery lata temu. Jak donoszą źródła amerykańskie, stała się ona źródłem bilionowych oszustw na rynku papierów wartościowych - już nie tylko kredytów hipotecznych, ale długów wszelkiego rodzaju, z konsumpcyjnymi włącznie.

http://www.opednews.com/articles/1/FORECLOSUREGATE-by-Ellen-Brown-101009-711.html

Polscy sekuryzatorzy nie są jeszcze tak cwani, jak amerykańscy, ale na ich spekulacyjnych sztuczkach także traci państwo. Dzięki sekurytyzacji nieściągalne długi można sprzedać za część ich wartości nominalnej, a straty z tego tytułu wliczyć w koszty działalności. Traci na tym oczywiście budżet państwa, ale nic to - premier Tusk wyciśnie z biedaków kolejne podatki, zadłuży kraj na kolejne 100 miliardów i stratę się zalepi. W ten sposób banki pogrywają z naszym naiwnym rządem w kotka i myszkę, a ich poplecznicy cynicznie wystawiają na widok publiczny tablice świetlne informujące o skali procederu.

(cc) LVD
Be free to copy