Do góry nogami

21.02.2010


"Na odbywającym się w tym tygodniu spotkaniu szefów państw Unii Europejskiej zobowiązano Grecję do wprowadzenia jeszcze większych cięć budżetowych i zwiększenia wpływów do państwowej kasy." - czytamy dzisiaj w gazecie.pl.

Ta powszechnie propagowana (od propagandy) recepta mainstreamu jest w istocie receptą elit, które utrzymują świat w poglądzie nie tylko fałszywym, ale też blokującym jakikolwiek sensowny dyskurs naprawczy. Efektem tych propagandowych zabiegów jest XVII-wieczne podejście do problemów cywilizacyjnych, jakie niesie wiek XXI - czterystuletnie zapóźnienie globalnej świadomości w stosunku do bazy, zwłaszcza w naukach dość magicznych, jakimi są nauki społeczno-ekonomiczne.

Elity konstatują świat nie tak, jak odbiera go zdecydowana, 90-procentowa większość. To, co dla większości jest długiem niemożliwym do spłacenia, dla elit jest nadwyżką ponad to, co są w stanie skonsumować, prowadząc i tak niezwykle hulaszczy tryb życia. Jest niewyobrażlnym, skumulowanym kapitałem, który poprzez oprocentowanie generuje niewyobrażalne przychody.

Represje na greckim narodzie, zalecane przez finansterów myjących ręce członkom rządów, żeby tylko utrzymać finansowe status quo, wskazują na to, że mainstream wciąż ma tę samą represję na kryzys - stawianie miliardów obywateli do góry nogami, żeby widzieli świat na opak i przez to nie potrafili go naprawić.

Dzisiaj, przy ogromnej nadprodukcji praktycznie wszystkiego, co mieści się w zasięgu codzienności, przy technologicznej nowoczesności parku produkcyjnego znacznie przewyższającej dwudziestowieczne wizje postępu, problemem jest dystybucja, a nie produkcja. Zaś dystrybucja kuleje nie dlatego, że brak jest ciężarówek, które mogłyby wozić towar, albo drutów, po których mogłaby przemieszczać się wysoko wydajna informacja. To wszystko jest. Brakuje zaś tylko siły nabywczej, aby to kupić.

Brakuje jej Grekom, Polakom, Amerykanom, wszystkim. Można by tę siłę wstrzykiwać obywatelom na konta, w postaci comiesięcznego zastrzyku siły nabywczej, wszystkim po równo, żeby bogacze nie mieli powodu utyskiwać, że to z ich kieszeni. Oni też by dostali, choć prawdę mówiąc, dla bogacza cóż za różnica, czy ma na koncie nadwyżkę w wysokości miliona, czy paru tysięcy więcej. I tak jej przecież nie wyda. Dla pozostałych, którzy stają dziś na głowie, żeby sprostać niemożliwemu i nakarmić brzuch odsetkowego Molocha, który pożera świat cnoty i zamienia go w świat występku, taki podstawowy zastrzyk dywidendy od nowocześności oznaczałby stanięcie na nogach.

To wtedy właśnie zmieni się biegun spojrzenia i nagle okaże się, że król jest nagi, że niepotrzebne sa nam lichwiarskie banki należące do anonimowych bogaczy, gdyż możemy z powodzeniem tworzyć kredyt sami, bez pośrednictwa międzynarodowych instytucji pijawkowych. Możemy też w czas obniżek cen wstrzykiwać do gospodarki większe ilości kredytu nie obciążonego niczyim zobowiązaiem do jego spłaty.

Taką receptę zaleciłby Grek sobie samemu, gdyby stał na nogach i patrzył przytomnie w przyszłość. Tymczasem stoi na głowie, a pijawki zalecają, żeby jeszcze bardziej zmniejszył siłę nabywczą warunkującą gospodarczy obrót. Może jak zgłodnieje i upadnie, to przyjdzie do finanstera, pokaja się i weźmie nowy kredyt komercyjny na dowolnie niekorzystnych dla siebie warunkach i równie niemożliwy do spłacenia, co wcześniejszy.

(CC) LVD