Dlaczego zagłosuję

11.10.2013

Po pierwsze dlatego, że jest to pierwsze w moim życiu referendum, a przekroczyłem już 60-tkę, więc pójdę choćby z ciekawości, jak przebiega cała procedura. Spodziewam się, że będzie to dla mnie lekcja demokracji i okazja doświadczenia własnych praw obywatelskich.

Po drugie, mam oto kolejną - poza wyborami, w których dotychczas niestety przegrywałem - okazję, aby zagłosować przeciwko Hannie Gronkiewicz-Waltz, która moim zdaniem obniża status miasta poziomem, który sama reprezentuje, i który Warszawiacy streszczają jednym słowem - bufetowa. 

Nie wiem, kto wymyślił to przezwisko, ale wymyślił celnie, bo bufetem zalatuje niestety większość inspirowanej z ratusza pseudokultury - masowych koncertów, sylwestrów i bufonad. Obiektem tej pseudokultury są wyimaginowane masy, które oczywiście zawsze się uformują wokół hałasu, zgiełku i huku. Masy, czyli my, Warszawiacy. 

Masy to mem elit. Masy to oni, tłum. To antyteza osoby, a zatem i podmiotowości relacji obywatel-urząd. To z przedmiotowego traktowania mas bierze się słaba komunikacja społeczna ratusza, którą wytykają HGW Warszawiacy. I to stąd bierze się powszechna w Warszawie masówka kulturalna, adresowana do mas, czyli do nikogo.

Kolejnym powodem mojej partycypacji referendalnej jest to, że HGW, mimo pełnienia funkcji prezesa NBP, nie wykorzystała w żaden sposób swojej insajderskiej wiedzy bankowej, aby utworzyć w Warszawie bank municypalny, generujący kredyty zeroodsetkowe dla inwestycji komunalnych. Tego rodzaju inicjatywa czy przynajmniej jakakolwiek akcja zwrócona w tę stronę, mogłaby uratować miasto, a więc i moją kieszeń, przed haraczem odsetek od powiększającego się zadłużenia Warszawy.

Bufetem znaczona jest też ekstrakcja zdrowych drzew z Podzamcza i Ogrodu Krasińskich. Tego rodzaju barbarzyństwo to przejaw buchalteryjnej umysłowości pogrążonej w ilości, a nie w jakości. Trudno oczekiwać, abyśmy pod takim kierownicwem myśleli o ekologii miejskiej, skoro nawet najprostszej segregacji śmieci nie była w stanie dokonać kilkutysięczna rzesza urzędników pod kierownicwem HGW.

Umysłowość HGW, poprzez inwestycje w fontanny i fajerwerki, reprodukuje się w umysłach młodych Warszawiaków jako modelowa kultura. To dlatego tak pachniemy zaściankiem, mimo wieżowców, które pną się w niebo. 

Te wieżowce nie są nasze, ani też miasta. To z reguły eksterytoria miejskie należące do zagranicznych spółek lub funduszy, do których nie ma dostępu, gdy nie ma przepustki. W eksterytoriacji przestrzeni publicznej rzeczywiście HGW wiedzie prym, lecz czy to w ogóle można uznać za zasługę, że się fragment terytorium Warszawy sprzedaje bezpowrotnie za granicę? Odtąd będą z niego czerpać korzyści materialne obywatele innych państw.

Wreszcie, niezwykle ważna sfera publiczna, jaką jest mieszkalnictwo komunalne. W dużych miastach Europy mieszkania komunalne stanowią 50-85 procent ogółu lokali mieszkalnych. W Warszawie liczba lokali komunalnych spadła za czasów HGW z 13 do około 10 procent. To dlatego tak wysokie są ceny wynajmu mieszkania w naszym mieście, gdyż w Warszawie prawie niepodzielnie dyktują je nastawieni na zysk kamienicznicy.

Te problemy stolicy Polski zazębiają się, gdyż wszystkie wyrastają z osobowości HGW, nastawionej na biznes i spolegliwej wobec biznesu. W jej działaniach społecznych brak jest spójności i dlatego, choć rzekomo popiera rozwój komunikacji miejskiej, zniechęca do niej wysokimi cenami przejazdów. Ekologię też zapewne popiera wycinaniem drzew. A politykę społeczną popiera stawianiem nowych parkometrów i planowaniem myta przy przejazdach przez mosty.

Mam także powód osobisty, aby nie ufać HGW wcale, gdyż uważam, że jest zakładniczką przekrętu, w jakim wziął udział jej mąż, odzyskując nieswoją kamienicę z rąk miasta Warszawy, w trybie ekspresowym, zaraz po objęciu przez HGW stanowiska. Wcześniej Andrzej Waltz sprzedał przedwstępnie swoje w kamienicy udziały zagranicznej firmie, żeby transakcji nie dało się łatwo odkręcić. Miasto pod zarządem jego żony nie skorzystało z prawa pierwokupu, choć cena kamienicy wyniosła mniej więcej tyle, ile ewentualne wyniosłyby przychody ze sprzedaży lokali lokatorom ze zniżkami.

To dlatego, że jest zakładniczką męża, HGW nie realizuje efektywnej polityki reprywatyzacyjnej w Warszawie. Jej uczciwe otwarcie się na żądania prawdziwych właścicieli kamienic i ich lokatorów wymagałoby w pierwszym rzędzie uczciwego zbadania sprawy kamienicy jej mężą i oddania blisko miliona złotych z sakiewki prezydentowego.

Nie za bardzo wierzę, żeby bufetowa była zdolna do takiej metanoi i dlatego będę próbował skrócić jej kadencję gilotyną mojego głosu.


Krzysztof Lewandowski