Dlaczego banki potrzebują naszych depozytów? Podpowiedź: Nie po to, aby je pożyczać.

30.10.2014

Autor: Ellen Brown

Mówiło o tym wielu ekspertów: banki nie pożyczają środków w nich zdeponowanych. Tworzą za pomocą księgowania pieniądze przeznaczone na kredyt.

Robert B. Anderson, Sekretarz Skarbu za kadencji Eisenhowera, powiedział w roku 1959:

Gdy bank udziela kredytu, po prostu dodaje kwotę kredytu do rachunku depozytowego kredytobiorcy. Te pieniądze nie są zabierane z czyjegokolwiek konta depozytowego; nie zostały one wcześniej przez nikogo wpłacone do banku. Są to nowe pieniądze, wykreowane przez bank na potrzeby kredytobiorcy.

A oto, co powiedział Bank Anglii wiosną 2014 w swoim biuletynie kwartalnym:

Prawdziwy sposób, w jaki zachodzi dziś kreacja pieniądza, różni się od jej opisów w niektórych podręcznikach ekonomii: Zamiast przyjmować pieniądze w depozyt od osób oszczędzających, a następnie pożyczać je komuś, bank tworzy depozyt równocześnie z udzielaniem kredytu.

... Ilekroć bank udziela komuś kredytu, równocześnie tworzy depozyt o tej samej wartości na bankowym rachunku kredytobiorcy, kreując tym sposobem nowy pieniądz.

Wypowiedzi te powodują naszą konsternację: Jeśli banki nie pożyczają pieniędzy zdeponowanych na ich rachunkach, dlaczego tak zabiegają o depozyty? Banki reklamują się, aby przyciągnąć deponentów, i za zdeponowanie wkładów płacą odsetki.

Odpowiedź jest taka, że o ile banki nie potrzebują depozytów, aby stworzyć pieniądze na pożyczkę, to jednak muszą zbilansować swoje księgi; przyciągnięcie klientów jest zwykle najtańszym sposobem uzyskania tego.

Od czasu, kiedy uchwalono Federal Reserve Act w 1913 roku, banki zostały zobligowane do rozliczania transferów poprzez Fed lub inny dom clearingowy. Banki trzymają w tym celu rezerwy na kontach Fedu. Gdy pieniądze przelewane są z banku A, który udzielił pożyczki, do banku B, Fed obciąża konto rezerwy banku A i uznaje konto rezerwy banku B. Jeśli stan konta rezerwy banku A staje się ujemny na koniec dnia, Fed automatycznie traktuje to jako przekroczenie limitu i pożycza temu bankowi pieniądze. Bank A musi następnie spłacić tę pożyczkę.

Ściąganie depozytów klientów, zwanych "depozytami detalicznymi", jest tanim sposobem uzyskania tego. Lecz jeśli bankowi brakuje depozytów detalicznych, może pożyczyć pieniądze na rynkach finansowych, zwykle z rynku funduszy Fed, na którym banki sprzedają innym bankom swoje "nadwyżki rezerwy". Tak kupowane depozyty nazywa się "depozytami hurtowymi".

Zauważmy, że nadwyżki rezerwy są zawsze osiągalne w jakimś banku, gdyż rezerwy, które opuszczają bank A, przechodzą do jakiegoś innego banku. Wyjątkiem jest sytuacja, gdy klient pobiera gotówkę, lecz w systemie bankowym zdarza się to rzadko w porównaniu do codziennych przepływów w jedną i drugą stronę pieniędzy elektronicznych.

Pożyczanie z rynku funduszy Fed jest bardzo tanie i kosztuje rocznie tylko 0,25% dla pożyczek jednodniowych. Lecz wciąż jest to droższe, niż pożyczanie od własnych deponentów banku.

Ściśnięcie mniejszych banków: wątpliwości wokół depozytów hurtowych

To jeden z powodów ściągania przez banki deponentów, lecz istnieje też powód inny, bardziej kontrowersyjny. W odpowiedzi na kryzys kredytowy roku 2008, Bank Rozrachunków Międzynarodowych (Bazylea III), oraz Akt Dodd-Franka oraz Fed wprowadziły ograniczenia co do kwot, jakie banki mogą pożyczać w ramach depozytów hurtowych.

Według teorii, depozyty detaliczne z mniejszym prawdopodobieństwem uciekają z banku, gdyż pochodzą od własnych lojalnych klientów banku. Lecz jak zauważył Warren Mosler (twórca Nowoczesnej Teorii Pieniądza, sam będący właścicielem banku), to założenie nie tylko nie ma podstaw, ale jest także destrukcyjne jeśli idzie o mniejsze banki społecznościowe. 10-letni papier wartościowy CD (certyfikat depozytowy) zakupiony u brokera (depozyt hurtowy) jest dużo bardziej "stabilny" niż depozyty rynku pieniężnego pochodzące od miejscowych deponentów, które mogą zostać wycofane jednego dnia. Założenie to nie tylko powoduje niepotrzebne kłopoty mniejszych banków, ale także poważnie limituje ich akcję kredytową. A to właśnie te banki udzielają większości kredytów małym i średnim przedsiębiorstwom, które tworzą przeważającą część nowych miejsc pracy w kraju.

Mosler pisze: 

Obecny problem z małymi bankami polega na tym, że koszt funduszy jest dla nich zbyt wysoki. Obecnie prawdziwy minimalny koszt funduszy jest dla małych banków co najmniej o 2% wyższy, niż kredyt oferowany przez Fed wielkim bankom "zbyt dużym, aby mogły upaść".

Skutkiem tego minimalne oprocentowanie kredytów udzielanych przez małe banki jest co najmniej o tyle droższe, co powoduje, że ze względu na koszty pożyczkobiorcy wycofują się.

Pierwszą przyczyną wysokich kosztów funduszy jest wymaganie związane z finansowaniem za pomocą depozytów hurtowych, aby stanowiło ono pewien procent "depozytów detalicznych". To powoduje, że wszystkie banki konkurują ze sobą o ten typ depozytów. O ile, operacyjnie, kredyty tworzą depozyty i zawsze jest wystarczająco dużo depozytów, aby sfinansować wszystkie kredyty, o tyle pewna ich ilość wycieka. 

Te wycieki obejmują pieniądze w obrocie gotówkowym, są związane z tym, że niektóre banki, a zwłaszcza wielkie centra bankowe, posiadają nadwyżki depozytów detalicznych, a także są warunkowane kilkoma innymi "operacyjnymi czynnikami". Skutkuje to tym, że małe banki podbijają cenę depozytów detalicznych na rynkach brokerskich CD i zwiększają koszt pozyskiwania własnych funduszy dla wszystkich podmiotów z nich korzystających, które dla banku postrzeganego choćby zdalnie jako "słaby" stają się poprzez wyższe oprocentowanie, droższe, choćby nawet jego depozyty były w pełni ubezpieczone w FDIC.

Co więcej, w celu przyciągnięcia depozytów detalicznych, małe banki są zachęcane do otwierania drogich oddziałów, co może podnieść o ponad 1% rzeczywisty minimalny koszt pozyskiwania funduszy. Tak więc, wciągając małe banki w konkurowanie o stosunkowo trudny dostęp do źródeł finansowania, regulatorzy w efekcie podnieśli koszt pozyskiwania przez nie funduszy.

Rozwiązaniem proponowanym przez Moslera jest to, aby Fed pożyczał fundusze bez zabezpieczeń i w nielimitowanych ilościach dla wszystkich należących do niego banków, z ustalonym oprocentowaniem, a regulatorzy aby zrezygnowali ze wszelkich wymagań odnośnie procentowego udziału w tych funduszach depozytów detalicznych.

Wariant banków publicznych

Jeśli jednak Fed nie podjąłby żadnych działań, istnieje jeszcze inne możliwe rozwiązanie - polegające na tym, że stanowe i lokalne władze mogą się wzajemnie wesprzeć. Mogą one otworzyć swoje własne, należące do ogółu, banki wzorowane na modelowym Banku Północnej Dakoty (Bank of North Dakota - BND). Banki te mogłyby nie cierpieć na niedostatek depozytów detalicznych, gdyż zdeponowane w nich byłyby lokalne dochody budżetowe. W Północnej Dakocie wszystkie przychody stanu są zgodnie z prawem deponowane w BND. BND jest z kolei partnerem lokalnych banków społecznościowych, mając swój udział w pożyczkach, dostarczając płynności i kapitalizacji oraz ograniczając koszt odsetek.

Głównie z tego powodu Północna Dakota ma obecnie więcej banków przypadających na jednego mieszkańca, niż wszystkie pozostałe stany. Według raportu z maja 2011 roku, sporządzonego przez Instytut Lokalnej Samowystarczalności:

Dzięki głównie BND banki społecznościowe są w dużo lepszej kondycji, niż w innych stanach... O ile będące w lokalnym posiadaniu małe i średniej wielkości banki (o aktywach o wartości poniżej 10 miliardów dolarów) średnio w kraju przechowują tylko 10 procent depozytów, w Północnej Dakocie mają 72-procentowy udział w rynku.

Jednym z głównych sposobów, w jaki BND wzmacnia te instytucje, jest uczestnictwo w kredytach udzielanych przez lokalne banki i związki kredytowe. Powoduje to poszerzenie możliwości kredytowych lokalnych banków...

BND zapewnia również dostęp do rynku wtórnego dla kredytów przyznanych przez lokalne banki. [Może to np. odpowiadać funkcji pośrednika przy zakupie przez lokalny bank obligacji skarbowych lub innych papierów wartościowych. - przyp. tłum.]

Chociaż władze municypalne i powiatowe mogą deponować swoje fundusze w BND, bank ten zachęca je, aby zakładały konta w lokalnych bankach społecznościowych. BND ułatwia to poprzez otwieranie lokalnym bankom akredytyw na posługiwanie się funduszami publicznymi. W innych stanach banki muszą spełnić dość uciążliwe wymagania odnośnie zabezpieczenia, aby móc deponować fundusze publiczne, co może prowadzić do nadmiernego podniesienia kosztu tych funduszy. Lecz w Północnej Dakocie wymagania dotyczące zabezpieczenia są zaspokajane akredytywą BND...

Przez ostatnie dziesięć lat ilość kredytów na głowę mieszkańca, zaciągniętych w małych bankach społecznościowych (o aktywach nieprzekraczających 1 miliarda dolarów), wynosiła przeciętnie w Północnej Dakocie około 12,000 dolarów w porównaniu do 9,000 dolarów w Południowej Dakocie i 3,000 dolarów przeciętnie w całym kraju. Różnica jest jeszcze wyraźniejsza dla kredytów udzielanych małemu biznesowi. Przez ostatnią dekadę banki społecznościowe Północnej Dakoty udzielały przeciętnie małemu biznesowi o 49 procent więcej kredytów, niż w Południowej Dakocie i 434 procent więcej, niż wynosi średnia krajowa.

W innych krajach rosnące koszty dostosowania się do podwyższonych rygorów regulacyjnych powodują, że małe banki wypadają z interesu. Liczba małych banków w USA zmniejszyła się o 9,5% tylko od czasu wprowadzenia ustawy Dodd-Franka w 2010 roku, a ich udział w aktywach banków amerykańskich spadł o 18,6%. Lecz nie dotyczy to Północnej Dakoty, która ma o 35% więcej banków per capita, niż jej najbliższy sąsiad, Południowa Dakota, i cztery razy więcej, niż wynosi średnia krajowa. Swoją elastyczność banki lokalne Nowej Dakoty zawdzięczają ich przyjaznym relacjom partnerskim z innowacyjnym Bankiem Nowej Dakoty, należącym do stanu.


Tłumaczył: Krzysztof Lewandowski


Artykuł Ellen Brown mieszkającej w Kalifornii, dyrektorki Public Banking Institute, prawniczki i autorki 12 książek na temat systemu finansowego, ukazał się 27.10.2014 na łamach "Truthout": http://truth-out.org/news/item/27058-why-do-banks-want-our-deposits-hint-it-s-not-to-make-loans