CitiWarszawa

23.10.2014


Warszawa trzyma swoje depozyty w banku Citi Handlowym, którego głównym akcjonariuszem jest amerykański Citibank, należący do grupy 5 największych banków amerykańskich, które w swoich portfelach posiadają instrumenty pochodne o wartości co najmniej 40 bilionów (sic!) dolarów (am. trillion) każdy. Jest to suma trudna do wyobrażenia, porównywalna z globalnym PKB, wynoszącym 60 bilionów dolarów.

Generalnie, co najmniej na taką sumę każdy z pięciu amerykańskich banków wykupił żetony w globalnym kasynie, jakim bez wątpienia stał się światowy system bankowy oparty na instrumentach pochodnych, będących zakładami o przyszłość (jak w totalizatorze). 

Są to kwoty przewyższające wielokrotnie aktywa bankowe i przy lada turbulencji gopodarczej cały ten domek z zakładów hazardowych może się w jednej chwili zawalić. Ostrzegają o tym za Atlantykiem, ale u nas tych głosów jakoś nie słychać: http://theeconomiccollapseblog.com/archives/5-u-s-banks-each-have-more-than-40-trillion-dollars-in-exposure-to-derivatives.


Citibank

Total Assets: $1,894,736,000,000 (almost 1.9 trillion dollars)

Total Exposure To Derivatives: $59,944,502,000,000 (nearly 60 trillion dollars)

Źródło: BIS (Bank for International Settlements), 2014.


Przeciwnie, u nas kasyna dolarowe popiera się. Przykładem patologii wspierania hazardzistów z Wall Street przez prominentów z RP jest ulokowanie kont warszawskiego Ratusza właśnie w Citi Handlowym. Ekspozycja na instrumenty pochodne jego głównego udziałowca jest ponad 30-krotna, co oznacza, że wystarczy, iż 4% postawionych przez ten bank żetonów przegra w zakładach o przyszłość, a bank stanie się niewypłacalnym bankrutem, co przypuszczalnie pociągnie za sobą także bankructwo spółek zależnych i poważne kłopoty dla Warszawy.

Zauważmy, że Citibank był w okresie ostatniego kryzysu 2008 roku na czele banków, które nie zbankrutowały tylko dlatego, że ich złe długi odkupił Fed - bank centralny USA.

Rozwiązaniem problemu ryzyka, na jakie narażone są miasta posiadające rachunki w bankach operujących nadmierną ilością instrumentów pochodnych może być powołanie do istnienia banku municypalnego, który zagwarantuje stabilność funduszom miasta i nienaruszalność jego depozytów.

Jak założyć bank municypalny? 

Według prawa bankowego, minimalny kapitał założycielski banku wynosi 5 mln euro, czyli ok 22 mln zł. Niech warszawski bank municypalny nie będzie jednak tak minimalistyczny w założeniach i niech powstanie przy kapitale 50 mln zł.

Skąd wziąć te pieniądze? Przy budżecie Warszawy rzędu 12 mld zł, kwota 50 mln, stanowiąca mniej niż 0,5 procent tego budżetu, nie powinna być problemem. Można więc założyć, że przy istnieniu woli politycznej radnych, budżet miasta jest w stanie taką kwotę wyasygnować na poprawienie warunków gospodarowania własnymi finansami.

Do ukonstytuowania się banku municypalnego w formie spółki akcyjnej z akcjonariatem samorządowym potrzebne są 3 osoby prawne. Jedną z nich, z udziałem 98-procentowym, może być miasto, drugą i trzecią, z kapitałem symbolicznym po 1 procent, powiat i województwo

Przyjrzyjmy się, jak wyglądałaby sytuacja po ukonstytuowaniu się banku municypalnego Warszawy o kapitale założycielskim 50 mln zł.

Bank taki mógłby - przy istniejącym obecnie prawie bankowym, wymagającym 3,5-procentowej rezerwy przy udzielaniu kredytu - wyemitować na rynek kredyt o mnożniku 28 w stosunku do tego kapitału, czyli kwotę 1,4 mld zł. Jest to lewar teoretyczny, więc załóżmy, że będzie on bliższy realnemu lewarowi, występującemu w polskim i światowym systemie bankowym, wynoszącemu 10-krotność rezerw, co dałoby bankowi zdolność kredytową na poziomie 500 mln zł.

Te 500 mln zł zdolności kredytowej można by oddać w służbę gospodarce miejskiej - dla komunalnych deweloperów - na bardzo niski procent, np 1%. Tak tani kredyt pozwoliłby znacznie obniżyć koszt budowy mieszkań komunalnych, realizowanych obecnie przy dużo wyższym oprocentowaniu kredytu. 

Według badań niemieckich, skumulowane koszty oprocentowania kredytu w budownictwie mieszkaniowym sięgają 70% ceny mieszkań. Pewną część tej sumy można by - dzięki bankowi municypalnemu - pozostawić w kasie miejskiej, a drugą część zaoszczędzić, budując tanie mieszkania komunalne.

Jeden procent wpływów od 500 mln zł udzielonych kredytów inwestycyjnych daje kwotę 5 mln zł wpływów rocznych do banku.

Drugą główną funkcją banku miejskiego powinna być obsługa miejskiego konta bankowego, przez które - w przypadku Warszawy - przepływają miliardy złotych rocznie. Obecnie, nie wiedzieć czemu, obsługę rachunków miejskich prowadzi prywatny (zagraniczny) Citibank, a zyski z obsługi tak wielkiego klienta, jakim jest Miasto Warszawa, płyną za granicę.

Załóżmy, że przy budżecie Warszawy w wysokości 12 mld zł, średnia wartość depozytów miasta wynosi 2% tej sumy, czyli 240 mln zł. Kwota 240 mln zł, umieszczona na rachunku rezerw w banku centralnym, umożliwia emisje 10 x 240 = 2,400 mln zł kredytu, za które można nabyć obligacje Skarbu Państwa i uzyskać z tego tytułu minimalnie 3-procentowy przychód netto w wysokości 72 mln zł.

Podsumujmy: Koszt miasta przy zakładaniu banku municypalnego to 50 mln zł kapitału założycielskiego plus koszt funkcjonowania banku z jednym klientem, którego jedynym zadaniem jest obsługa rachunku Miasta Warszawa. Taki bank nie potrzebuje ani reklamy, ani drogich biur, ani maklerów czy agend specjalizujących się w opcjach. Koszt obsługi konta miejskiego można przyjąć na poziomie 1 mln zł rocznie. Łącznie koszty założenia i dzialania banku przez pierwszy rok wyniosą zatem ok. 51 mln zł.

Łączne wpływy z tytułu 1-procentowych odsetek od kredytów komunalnych i 3-procentowego zysku na obligacjach skarbowych wyniosą 5 + 72  = 77 mln zł .

Bilans warszawskiego banku municypalnego po roku działania wyniesie 77 - 51 = 26 mln zł. 

W kolejnych latach schemat ten można by powielać z równym, o ile nie większym skutkiem.

Zysk miasta z tytułu posiadania banku municypalnego to nie tylko zysk samego banku, ale też zysk z tytułu niskiej ceny kredytu komunalnego, wynoszącej 1 procent, którą praktycznie, w drugim roku istnienia banku, można by całkowicie znieść, oferując deweloperom inwestycji komunalnych kredyt bezodsetkowy, co przełoży się na jeszcze niższe ceny inwestycji komunalnych.

Przy założeniu, że koszt budowy 1 m2 powierzchni mieszkalnej wyniósłby przy bezodsetkowym kredycie 2 tys zł, z samych rocznych zysków warszawskiego banku municypalnego można by budować 76 mln zł / 2 tys. zł/m2 = 38,000 m2 dodatkowych mieszkań komunalnych. W ten sposób problem bezdomności na Mazowszu można by zlikwidować w ciągu jednej kadencji rady miejskiej za pieniądze, które obecnie odpływają do akcjonariuszy Citi Handlowego.

Osobną korzyścią wynikającą z posiadania przez miasto banku municypalnego mogłoby być zlecenie mu obsługi darmowych indywidualnych kont obywatelskich, niepodlegających zajęciom komorniczym. Obecnie wykluczeniu finansowemu z powodu zajęcia konta bankowego - z którym wiąże się niemożność uzyskiwania wynagrodzenia za pracę w firmach, które nie zatrudniają kasjerów - podlega wielu obywateli naszego kraju.

Zajęciom komorniczym kont bankowych można by przeciwdziałać, prowadząc rachunki obywatelskie w walucie lokalnej, mającej pokrycie w złotówce, ale nie będącej złotówką podlegającą zajęciu. 

Decyzja polityczna w tej sprawie, wyjaśniająca zarówno zasady lokalnego opodatkowania obrotu gospodarczego w walucie lokalnej, jak i interpretacji zajęć komorniczych w kierunku niezaliczania do nich lokat w lokalnych walutach, powinna zostać przedstawiona w rozporządzeniach ministrów finansów i sprawiedliwości.

Konta obywatelskie prowadzone przez bank municypalny w walucie lokalnej mogłyby także stać się pierwszym etapem wdrożenia gwarantowanego dochodu podstawowego dla wszystkich obywateli, a także poligonem doświadczalnym dla radykalnego uproszczenia systemu podatkowego i jego pełnej automatyzacji.

W kontekście walut lokalnych warte zaznaczenia jest także to, że pobudzałyby one lokalną drobną produkcję oraz handel, tworząc dodatkową siłę nabywczą na rynku, a nie wypływały z kraju w postaci zysków zagranicznych korporacji.


Krzysztof Lewandowski