Chmura

30.12.2012

Czarna chmura wisi nad gospodarkami świata, chmura długów, która ciągnie ekonomie w dół. Odsetki od nich sprawiają, że bogactwo przepływa od osób żyjących ze swojej pracy do osób żyjących z posiadanych nadwyżek kapitałowych. Co ciekawe, drenaż ten nie odbywa się wyłącznie pomiędzy krajami bogatymi i biedniejszymi, ale dotyczy pionowych przepływów wewnątrz wszystkich państw, gdzie bogatsi obywatele drenują biedniejszych. 

W bogatych krajach drenaż finansowy jest więc woluminowo nawet większy, niż w biedniejszych, gdyż jest kogo i z czego drenować. W efekcie osoby drenowane, poprzez spłatę odsetek, rezygnują z konsumpcji, a z kolei drenujący, do których płyną strumienie odsetek, nie zwiększają swojej konsumpcji, bo mają ją i tak bardzo wysoką, a jej limitem jest czas, który wszelka konsumpcja pochłania. Gasnący z tej przyczyny popyt to główny hamulec gospodarczy i w ten oto sposób rozwija się spiralna tendencja depresyjna.

Oczywiście, można jej przeciwdziałać, pompując na rynek strumienie świeżo kreowanego przez banki pieniądza kredytowego, czyli zwiększając zadłużenie różnych podmiotów. Problem jednak w tym, że wiarygodnych kredytobiorców ubywa, więc coraz bardziej nie ma komu dać pieniędzy bez ryzyka, że nie będzie płacił odsetek.

Stąd biorą się coraz bardziej pesymistyczne prognozy, przedstawiane przez luminarzy finansowego establishmentu. Richard Duncan, były pracownik Międzynarodowego Funduszu Walutowego, a obecnie główny ekonomista Blackhorse Asset Management, uważa, że dług USA, wynoszący obecnie 16,000 miliardów dolarów, to początek „spirali śmierci“. Wtórują mu inni ekonomiści, jak profesor Laurence Kotlikoff, były doradca ekonomiczny prezydenta Reagana, który zwraca uwagę na to, że faktyczne zadłużenie USA, uwzględniające zobowiązania socjalne i medyczne, wynosi 211,000 miliardów dolarów.

No cóż, blaknie przy tych statystykach wielkość zadłużenia polskiego państwa, ale nie jest to żadna pociecha, gdyż polskie zadłużenie także systemowo rośnie i drenuje rynek z popytu. Tak więc problem spirali śmierci dotyczy całego świata i śmiem twierdzić, że jest to śmierć obecnego systemu bankowo-księgowo-finansowego, choć nikt o tym głośno nie mówi. Jednocześnie, w kategoriach bogactwa materialnego, jesteśmy coraz bardziej bogaci, czyli żywi.

Proces umierania finansowej patologii jest trudny i opóźniany przez tych, którzy na nim korzystają. Jednak jest to proces nieuchronny, bo matematyczny, wynikający z wadliwych procedur obliczania kosztów towarów i usług, co sprawia, że rozwierają się coraz szerzej nożyce między produkcją (która jest duża i może być większa) a konsumpcją, która jest limitowana siłą nabywczą ludności.

Marksiści przewidywali tę sytuację, będącą wynikiem postępu naukowo-technicznego. Ekstrapolowali ją także na dalszą przyszłość, gdy maszyny w jeszcze większym stopniu przejmą trud produkcji materialnej. Wnioskowali słusznie, że uwolni się wówczas jeszcze więcej energii społecznej, którą można będzie skierować na rozwój sfery niematerialnej, czyli kultury współbycia. 

Oczywiście, pod jednym warunkiem. Takim mianowicie, że jako ludzkość porzucimy fetysz pracy produkcyjnej i pojmiemy wreszcie, że maszyny są po to, aby nas uwalniać od niej. Co zabawne, lewicowcy, małpując liberałów, uczynili z maksymalizacji pracy imperatyw gospodarczy, odwracając do góry nogami ideę Marksa.

Jako społeczność globalnej wioski musimy też uwewnętrznić w sobie rozumienie, że maszyny nie pobierają pensji za swoją robotę i nie chodzą do sklepów. Ich „konsumpcja“ - jeśli zaliczyć do niej smary, przeglądy i energię - jest wiele razy niższa, niż ludzi, i dlatego właśnie wypierają nas z produkcji.

Wyparci z niej ludzie powinni tworzyć kulturę, a nie rozglądać się lękowo, gdzie by się tu zatrudnić. Kulturę nieskomercjalizowaną, bo tylko taka jest kulturą autentycznej ekspresji, nie sterowanej przymusem zarobkowania. Tymczasem obserwujemy totalną komercjalizację tej własnie sfery, która tworzy tkankę społeczną i której w związku z tym powinno być jak najdalej do mentalności koncernu.

Systemową koncepcją wyjścia z tego impasu, w jakim znajduje się współczesna kultura, jest wprowadzenie podstawowego wynagrodzenia, gwarantowanego wszystkim dorosłym obywatelom przez państwo, mocą powszechnej umowy społecznej, jaką jest konstytucja. 

Według moich wyliczeń, przy obecnym potencjale wytwórczym i organizacyjnym naszego kraju, wynagrodzenie podstawowe powinno wynosić 1500-2000 zł miesięcznie. W bogatszych i lepiej zorganizowanych krajach Europy Zachodniej analogiczna kwota oscyluje wokół 1000-1500 euro.

Wprowadzenie centralnego mechanizmu gwarantowanego przez państwo wynagrodzenia podstawowego wymaga wzrostu społecznej świadomości w krajach najpotężniejszych, będących strażnikami wymyślonego tam ładu, ekstrapolowanego na cały świat, w tym i Polskę. My, Polacy, sami i pojedynczo rewolucji światowej gospodarki nie dokonamy.

Możemy jednak dokonywać indywidualnych rewolucji pojmowania ekonomii, w tym i zaszytych w niej błędów systemowych, które prowadzą do wzrostu społecznych napięć. A rozumiejąc mechanizmy patologii, z jednej strony powinniśmy je jak najszerzej ujawniać, z drugiej zaś przyjąć jakiś rozsądny, tymczasowy plan lokalny, który umożliwi miejscowe korekty globalnego błędu do czasu, aż uzbrojeni po zęby strażnicy zmądrzeją, opuszczą finansowe zbrojownie i zajmą sie nie przemocą, a pomocą.

Ułatwić ten proces może kolejna, nadciągająca chmura, tym razem biała. Chmura to obiekt niezakotwiczony w realnej przestrzeni państw i granic. Przepływa swobodnie ponad nimi, czasem rzednie, czasem kumuluje się, a niekiedy znika zupełnie i wtedy świeci słońce. W podobny sposób funkcjonują chmury internetowe, obsługujące lokalną ekonomię.

Wyobraźmy sobie jedną z nich. Oto dwójka przyjaciół zaprasza nas do chmury, w którą wstępujemy niczym aniołowie. Login, hasło i jesteśmy w świecie wirtualnych firm, nie potrzebujących rejestracji w KRS. Udział w wirtualnej firmie przypomina lokatę, lecz jest to lokata nie pieniędzy, a własnego potencjału. Nazwijmy go potencjałem wolontariatu.

Potencjał wolontariatu możemy lokować w różnych przedsięwzięciach, najlepiej według zasady, że wszystkich jajek nie trzyma się w jednym koszu. Mamy więc do wyboru wiele projektów inwestycyjnych, w których możemy wziąć udział. Każdy projekt podzielony jest na prace, które należy w nim wykonać, aby powstał produkt ostateczny, czyli towar.

I właśnie te projekty oraz prace możemy przeglądać i wybierać z nich operacje, które odpowiadają naszym kwalifikacjom i planom zawodwym. Każda praca jest precyzyjnie wyceniona, podany jest także okres, w którym musi być wykonana. Jeśli akceptujemy te warunki, kliknięciem guzika wysyłamy ofertę i czekamy na jej zatwierdzenie, czyli podpisany kontrakt. Oferty w kontrakty zmienia kierownik danego projektu, który przegląda nadesłane oferty i wybrane z nich kieruje do realizacji. 

Kontrakt to podstawowa umowa społeczna. Zabezpieczają go dwie rekomendacje udzielane wszystkim siedzącym na chmurze aniołkom oraz gwiazdkowy system reputacyjny. Efektem wykonania zakontraktowanej pracy jest procentowy udział w produkcie końcowym, będącym rezultatem współpracy projektowej wielu osób. Dla wykonania produktu końcowego nie potrzeba zatem inwestować żadnych pieniędzy. I to cała różnica między firmą w chmurze, a firmą z KRS.

W jasnej chmurze obowiązuje jawność informacji, jak wycenione sa wszystkie prace projektowe, tak aby uczestnicy wiedzieli, z jakich elementów kosztowych składa się proces produkcyjny, w którym uczestniczą. Likwiduje to potrzebę ochrony danych, poza danymi osobowymi.

Gdy już produkt końcowy, którego produkcję zorganizowała chmura, powstanie, należy go sprzedać lub samemu skonsumować. W przypadku sprzedaży, na konto projektu wpływają złotówki lub euro, które - znów za sprawą chmury, czyli automatycznie - dzielone są na wszystkich uczestników procesu produkcyjnego, według odsetka udziałów, które posiada każdy współproducent.

Alternatywą dla sprzedaży produktu jest konsumpcja własna, czyli np. skierowanie go do lokalnej struktury LETS lub Banku Czasu - do wymiany multibarterowej. Tę funkcjonalność chmury gwarantuje Cyclos, program oferowany w przestrzeni Open Source, za pomocą którego można tworzyć lokalne waluty i prowadzić z ich pomocą wymianę barterową.

Biała chmura jest negatywem chmury czarnej, przynoszącej pioruny i deszcz. Jest reakcją na nią. Im bardziej będzie pikować gospodarka światowa, wkręcona w śmiertelną spiralę zadłużenia i w imperatyw mnożenia kredytu, który musi zapełniać poszerzającą się wraz z postępem lukę popytową, tym gęściej będą się pojawiać ogniska lokalnej ekonomii, korzystające z białych chmur internetowych, umożliwiających samoorganizację gospodarczą na szczeblu lokalnym.

Programy komputerowe dla lokalnych społeczności, zainstalowane w chmurach internetowych, to recepta na recesję i wyciek pieniędzy w stronę bogaczy. Póki czarne chmury strzelają piorunami, to najlepsze, na co stać lokalną, oświeconą społeczność. W naszym klimacie chmura zapewni proste i zdrowe jedzenie, podstawowe usługi, a w zdywersyfikowanych energetycznie miejscach także energię elektryczną

Korzystając z programów w chmurach internetowych można będzie przetrwać czas trudnej agonii systemu nieokiełznanych finansów. Jednak dopiero wynagrodzenie podstawowe rozgoni na dobre czarne chmury wiszące nad ziemią.


Krzysztof Lewandowski