Charytatywny piewca wolności

11.01.2015


Taki oto tekst George'a Sorosa ukazał się w "Rzeczpospolitej"


(http://www.ekonomia.rp.pl/artykul/706205,1169937-George-Soros--Pomozmy-reformatorom-na-Ukrainie.html?p=1):


"Prawie osiem miliardów dolarów są warte obligacje wyemitowane na rynki prywatne, data zapadalności wypada w ciągu następnych trzech lat. Zamiast ogłoszenia niewypłacalności, która miałaby fatalne konsekwencje, Ukraina powinna negocjować ze swoimi obligatariuszami (tak się składa, że jest ich relatywnie niewielu), dobrowolną, wolnorynkową wymianę na nowe instrumenty dłużne o dłuższej zapadalności. By ta wymiana się powiodła, część nowej pomocy finansowej powinna posłużyć jako gwarancja dla tych instrumentów. Zagraniczna pomoc potrzebna w tym celu będzie zależała od tego, czego obligatariusze będą domagali się w zamian, ale powinna uwolnić przynajmniej dwa razy tyle rezerw w ciągu najbliższych trzech lat."


Ja to czytam tak: rząd Ukrainy, znajdując się w przymusowej kryzysowej sytuacji, wyemitował śmieciowe obligacje, wysoko oprocentowane, o wartości 8 mld dolarów. Obligacje te znalazły się w rękach "relatywnie niewielu" spekulantów, którzy żyją z dojenia wysokimi odsetkami najsłabszych, w tym wypadku Ukrainy. 


Obligatariusz "Soros" obawia się, że Ukraina będzie niewypłacalna w zakresie wykupu własnych obligacji, co może okazać się już wkrótce, gdyż "data zapadalności wypada w ciągu następnych trzech lat", czyli pierwsze zapadalności już zapewne niedługo. Ukraina jest bankrutem, a wyemitowane przez nią obligacje są śmieciowe, o czym wie cały świat, więc obligatariuszom, którzy je skupili dla ekstra zysków, robi się gorąco pod zadkami, bo mogą wszystko stracić.


Dlatego wychodzą na usłużne mównice. 8 mld dolarów, plus lichwiarskie odsetki, to wielka kasa nawet dla pana Sorosa. Jaki jest plan, aby ratować zadek? 


Otóż jest dość prosty - to Europa z niewielkim wkładem Banku Światowego powinna wyłożyć min. 50 mld dolarów, z czego część powinna posłużyć jako gwarancja dla "instrumentów", czyli śmieciowych obligacji, które finansiści-obligatariusze trzymają w swoich portfelach, żeby doić Ukrainę z megaodsetek. Gdy ten plan się powiedzie, zamiast Ukrainy wydoją supermleczną Europę.


Tak naprawdę obligatariusze zadowolą się być może samymi wysokimi odsetkami, o ile Europa pozwoli zrestrukturyzować ukraińskie obligacje śmieciowe i zamienić je na obligacje klasy AA, gwarantowane europejskim kapitałem. To oznacza zwrot "wolnorynkowa wymiana dla nowe instrumenty dłużne o dłuższej zapadalności". 


Wymiana ta, dodatkowo, ma być "dobrowolna", czyli to właściciel obligacji śmieciowej będzie decydował, czy odbierze same wysokie odsetki, a obligacje, zabezpieczone przez Europę, dalej będą procentować, czy może zechce "dobrowolnie" zamienić swoje obligacje na cash. Europa ma gwarantować i jedno, i drugie.


Tak przedstawia się clou polityczno-finansowej wypowiedzi pana Soros. Z dalszej jej części możemy się dowiedzieć, że Ukraina to "ziemia obiecana" dla finansistów. Wystarczy, że Europa zapłaci za chaos, który stworzyli, aby zwrotnicę biznesu skierować w swoją stronę. 


Chaos na Ukrainie wyceniany jest przez mniej w finanse uwikłanych komentatorów, - w samych kategoriach materialnych, a nie społecznych - na min. 170 mld dolarów, a nie na 50 mld dolarów, które są obecnie na mównicy. Oznacza to, że możemy się spodziewać dalszych wystąpień charytatywnego piewcy wolności.